.Family

Sveti Stefan – czyli piękne miejsce, w którym nie zwiedzisz głównej atrakcji

…ale za to odpoczniesz, nawet z dziećmi.

Co? Zwiedzanie, czy raczej podziwianie widoków
Z kim? Z dwójką (swoich własnych i raczej małych) dzieci oraz mężem
Kiedy? Październik 2018

Sveti Stefan, czy bardziej po polsku Święty Stefan, to niewielkie miasteczko o bardzo pocztówkowej aparycji: skały, zieleń, plaża, turkusowa woda. I wielki plac zabaw, z którego widać to wszystko. Epicentrum miasta stanowi wyspa, która znajduje się na wielu pocztówkach z Czarnogóry, ale większość zwiedzających ogląda ją tylko z zewnątrz. Znajduje się tam ekskluzywny kompleks hotelowy a wstęp jest możliwy tylko z wynajętym apartamentem, albo willą jeśli wolicie. Można też zarezerwować obiad w restauracji na określoną minimalną kwotę (ale w razie czego zaraz będzie co nieco o grill barze na plaży). Nie ma tu chyba zbyt wielu zajęć oprócz plażowania, jedzenia i podziwiania widoków, ale być może nie potrzebujecie do szczęścia dużo więcej. I ja w dopiero po pół roku odkryłam, że właśnie prostota oferty tego miejsca tak bardzo mi się podobała! Popatrzeć na wyspę, wypić, zjeść i puścić dziatwę na drabinki żeby rozejrzeć się jeszcze przez chwilę w spokoju (kręcąc w tym czasie karuzelą). W skrócie: miejsce, którego głównej atrakcji nie da się zbyt łatwo zwiedzić, ale być może właśnie przez to jest fajnie.

P1040242

Dojazd

Dojazd i parkowanie własnym samochodem nie powinien sprawić większych problemów. My korzystaliśmy z autobusów, które w Czarnogórze jeżdżą dość często i punktualnie. Do okolic plaży (czyli też większości miejsc z jedzeniem i wakacyjnej szeroko pojętej infrastruktury) można dojechać autobusem z Budvy. Mediteran Express jeździ średnio co dwadzieścia minut i też mniej więcej tyle zajmuje mu dojazd do ostatniego przystanku. Podchwytliwą sprawą jest to, że w Budvie nie zatrzymuje się na głównym dworcu autobusowym tylko ma swój punkt startowy przy jednej z głównych ulic (Mediteranska).

Do Świętego Stefana dostaliśmy się międzymiastowym autobusem z Kotoru i ogólnie bardzo sobie chwaliliśmy (bo nawet na tylnym siedzeniu znalazły się pasy dwupunktowe!). Problem w tym, że jak to bywa w przypadku wszystkich dalekobieżnych linii, zostaliśmy wysadzeni na głównej drodze, ponad miastem. Jeśli nie przeszkadza Wam schodzenie w dół po niezbyt ruchliwej drodze to jakoś specjalnie nie odradzam (wózkowców wszelakiej maści ostrzegam tylko przed wysokimi krawężnikami). Ale jeśli jesteście na rodzinnych wakacjach, zacznijcie zbierać manatki już w Budvie, w przeciwnym razie kierowca będzie miał przymusowy wydłużony postój na świętostefanowym przystanku a i tak połowa pasażerów będzie Was jeszcze gonić z bluzą, wafelkiem, resorakiem i aparatem fotograficznym, który zostawiliście na tylnym siedzeniu (tak tylko słyszałam). Ogromnym plusem wysiadki na górnym przystanku są za to ładne widoki.

P1040241

Schodząc w dół, bezpośrednio przy ulicy (czy raczej uliczce) minęliśmy kilka malowniczych restauracji/kawiarenek. Możecie zajrzeć i dać znać jak było – ja widziałam nas łapiących półtoraroczniaka ciągle wybiegającego pod (niezbyt liczne, ale jednak) samochody, więc (tym razem) poszliśmy dalej. Mieliśmy szczęście do pogody – z tej okazji widoki podziwialiśmy z trzech punktów (przy nieszczęściu zawsze przynajmniej jedna perspektywa):

1. Plaża

Dla nas było trochę za zimno na pluskanie się w wodzie, ale plaża składa się z przyjemnej wielkości kamyków – siedzenie i leżenie było komfortowe ;). Do tego murek, po którym można biegać a z drugiej strony żywopłot, więc nie trzeba bardzo łapać spadających dzieci. Na początku października, przed południem innych turystów (czy raczej Instagramerów) można było policzyć na palcach czterech rąk – raczej kameralnie.

2. Grill Bar

W pobliżu naszej plażowej miejscówki (więc i grobli prowadzącej na wyspę) znajduje się grill bar Pod Murvom, nie da się ukryć że faktycznie pod morwą. Przylega bezpośrednio do plaży co bardzo nam ułatwiło zjedzenie obiadu we względnie humanitarnych warunkach kiedy to dzieci zatankowały swoje napoje i stwierdziły, że wolą biegać niż wciągać frytki. Menu bardziej lokalne (oczywiście mięso) trochę pomieszane z włoskimi klimatami (oczywiście makaron). Mega pyszny świeżo wyciskany sok z jabłek! Ceny raczej kurortowe, ale niespecjalnie odbiegające od warszawskich.

P1040244

3. Plac zabaw

W naszym przypadku główną atrakcją okazał się punkt numer trzy. Plac zabaw jest ogromny, całkiem zadbany a zabawki na tyle zabezpieczone, że względnie trudno się zabić. Parę z nich było już mocno podniszczonych, no ale co tu się czepiać. Do tego przylegająca restauracja (Olive), z której można wziąć kawę na wynos. Jedzenie też pakują, ale nie pytałam czy można zwyczajnie wynieść talerz do piaskownicy. Na samym placu zabaw znajdują się dwa stoły z ławkami. To wszystko wśród drzewek (nie tylko) oliwnych, z szumem morza w tle i dalej z TYM widokiem. 10/10.

P1040248
P1040246
P1040249

Ciągle nie mogę uwierzyć, że miejsce, w którym nie można zwiedzić głównej atrakcji zrobiło na mnie tak miłe wrażenie. Być może właśnie przez to, że cieszyło głównie otoczenie i nie biegłam dokądś z biletem żeby potem gdzieś stać w kolejce i tłoczyć się z morzem turystów (jakbym kiedykolwiek tak robiła :D). Zjedliśmy, posiedzieliśmy, popatrzyliśmy. To był dobry czas. Polecam to miejsce na dłuższą przerwę w jakiejś dalszej podróży albo pół- czy jednodniowy wypad.

Pozdrawiam, Bob

1 odpowiedź »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.