.World

Jak jeździliśmy po Belgradzie

Co? Transport publiczny w naszym wykonaniu
Z kim? Z dwójką (swoich własnych i raczej małych) dzieci oraz mężem
Kiedy? Październik 2018

Po Belgradzie można różnie – pieszo, rowerem, komunikacją publiczną lub prywatnym transferem czy taksówkami. My testowaliśmy głównie własne nogi i autobusy, zdarzyły się i taksówki.

P1040280

Taxi!

Krążą plotki, że stosunkowo trudno o zaufanego kierowcę. Plusem jest jednak to, że mimo wszystko belgradzkie taksówki nie są koszmarnie drogie. Nas spotkały tylko dwie przejażdżki. Pierwsza na lotnisko, za ustaloną z góry cenę (zamawialiśmy tutaj). Pan kierowca upewnił się czy mamy ze sobą wszystkie pieniądze i dokumenty – wtedy poczułam, że zna mnie chyba od zawsze. Być może nie wiedział tylko, że zna mnie też mój mąż, który podobny zestaw pytań zadał mi tej nocy już 1534 razy. Taksówkarz chyba bardzo nie chciał otwierać okna coby naszych małych pociech nie poprzeziębiać – w związku z tym zastanawiałam się czy dojedziemy na lotnisko zanim całkowicie zaparuje mu przednia szyba (zdążyliśmy!).

Innym razem korzystaliśmy z zamówionej przez hotel taksówki. Istotną zaletą były schowki w drzwiach wypełnione cukierkami dla klientów. Na szczęście Leon założył, że to pan kierowca planuje je wszystkie zjeść na obiad i zostawił temat w spokoju. Mnie świerzbiły ręce, ale trzeba dawać dzieciom przykład (jedząc słodycze kiedy progenitury już śpią). Jechaliśmy z centrum do stacji kolejowej Topčider. Odniosłam wrażenie, że końcową część trasy meandrowaliśmy bardziej niż potrzeba, ale za to przez piękny Park Topčiderski. Uznałam więc dodatkową przejażdżkę za atrakcję turystyczną i starałam się zbytnio nie przejmować dodatkowym niechcianym kilometrem. Gorzej tylko, że do odjazdu naszego pociągu nie mieliśmy już specjalnie dużo czasu, ale o tym innym razem.

Kontakt do zaufanego taksówkarza dostaliśmy od znajomego dzień po powrocie z Belgradu, czyli u nas wszystko po staremu.

SONY DSC
Jeżdżenie po Belgradzie z dwójką małych wariatów jest tak angażujące, że zamiast właściwych zdjęć muszę wrzucać widoki z pociągu (ale w Belgradzie!) sprzed kilku lat.

Transport publiczny

Muszę przyznać, że w Belgradzie (przynajmniej w okolicach centrum) sieć połączeń transportu publicznego wygląda na bardzo rozwiniętą – widzieliśmy mnóstwo autobusów, tramwaje i trolejbusy (co do tego ostatniego ciągle cierpię, że z żadnym nam nie było po drodze!). Połączenia sprawdzaliśmy za pomocą strony internetowej lub aplikacji EasyWay i w zasadzie tylko dwa razy (z powodu pory dnia tudzież nocy) zamieniliśmy autobus na taksówkę. Dzięki apkowym mapom całkiem łatwo było nam odnaleźć poszczególne przystanki.

Jak nie jeździć autobusem

Czasem transport publiczny bardzo nie chciał naszych pieniędzy – najwięcej zachodu kosztował nas zakup jednorazowych biletów autobusowych. W kiosku mówią, że można kupić u kierowcy, a kierowca… no właśnie. Za pierwszym razem, jak wspomniałam, poszło gładko.

Za drugim, na tej samej trasie lotnisko-centrum teoretycznie też, ale kontrola biletów wykazała, że na wydruku od kierowcy znajdował się tylko jeden bilet (a nas, dorosłych, dwoje!). Pan kontroler okazał się jednak bardzo wyrozumiały i bardzo anglojęzyczny, więc zwyczajnie sprzedał nam bilet dobowy. Nie był nam później zbytnio potrzebny, ale to ciągle lepiej niż finansowa kara za prawie-niewinność.

Za trzecim razem chcieliśmy bardziej świadomie (w sensie, sprawdzając wydruk) kupić bilety. Ale kierowca nie chciał nam sprzedać. Totalnie zgłupieliśmy, bo zawsze sprzedawali. Dopiero gdzieś wypatrzyłam (wśród przeróżnych autobusowych infografik), że musimy mieć odliczoną kwotę. Niestety i to nie pomogło. Okazało się, że wracaliśmy autobusem z tym samym kierowcą, u którego wcześniej nie udało nam się nabyć biletów. Wsiedliśmy dumni i przygotowani. Pan popatrzył na nas badawczo:
– Skąd jesteście?
– Z Polski.
– To siadajcie.
I ciągle nie wiemy czy to gest gościnności czy kontrolerski sabotaż. A może po prostu nie lubił sprzedawać biletów.

Z całodobowymi chyba jest prościej, bo można nabyć drogą kupna w kiosku i jak się okazuje czasem u kontrolerów (ale nie wiem czy polecamy sprawdzać tą drugą opcję).

SONY DSC

Dojazd z lotniska – autobus miejski

Lotnisko jest położone praktycznie w mieście, więc żadna z opcji transportowych nie powinna być przesadnie męcząca. Oprócz taksówek, umówionych transferów i wypożyczonego samochodu czekają na nas (a jakże!) publiczne autobusy. Wszystkie trasy są przystępnie opisane na stronie lotniska. Na poziomie przylotów znaleźliśmy minibusy linii A1, które wyglądają na trochę bardziej dedykowane turystom (są raczej nowe, a obsługa lotniska automatycznie wskazuje tylko te). Dojazd busikiem do centrum zajmuje około pół godziny. Na poziomie odlotów można za to znaleźć autobusy linii 72. Jadą odrobinę dłużej i czasem jakiś dziwny różowy płyn kapie na pasażerów z sufitu, ale dojeżdżają to przystanku Zieleni venac. Sporo tam możliwości przesiadkowych a sam przystanek znajduje się jeszcze bliżej turystycznego centrum – „lokalsowa” wersja dojazdu jest z pewnością warta uwagi.

A tak ogólnie to wśród pasażerów supermiło – zawsze znalazł się ktoś kto pomógł nam wnieść wózek, walizki i w razie potrzeby zabawić dzieci – full service. Pojazdy czasem nowe, czasem starsze, głównie niskopodłogowe, ale bywają też ze schodkami. Jeśli podróżujecie z amatorami środków komunikacji miejskiej (zwłaszcza małymi), różnorodnością zawiedzeni raczej nie będziecie (obecnością schodów już być może prędzej).

Dojazd z/do Belgradu – pociąg

Pociągi w Serbii nie sprawiają wrażenia znacznie szybszych od biegnącego trzylatka (ale podobno modernizacja sieci kolejowej jest już w toku!). Do 30. czerwca 2018 dojeżdżały głównie do zabytkowej stacji z 1884 roku, natomiast od 1. lipca 2018 jej rolę przejęła nowa stacja Centar położona nieco bardziej na południe (więcej szczegółów tutaj, po angielsku). My obraliśmy kierunek wyjątkowy, w związku z czym odjeżdżaliśmy ze stacji Topčider. Jest ona dedykowana tylko masochistom wybierającym dwunastogodzinną wycieczkę pociągiem zamiast czterdziestu minut lotu samolotem (czyli połączenie Belgrad-Bar). Przynajmniej trudno pomylić pociąg. Stacja jest malowniczo położona – znajduje się we wcześniej wspomnianym parku, przez który nieplanowo (ale widokowo) meandrowaliśmy taksówką.

Co do głównego zabytkowego dworca, całkiem opustoszał, ale znajduje się tam ciągle całkiem ą ę restauracja i dużo bardziej swojski bar/kawiarnia. A tuż obok można znaleźć mikrobazarek, gdzie budka z pljeskawicami tworzy przyjemną symbiozę z kawiarnio-piwiarnią (w sensie, że ludzie kupują pljeskawicę albo podobny wytwór kulinarny i siadają przy stoliku kawiarnio-piwiarni zamawiając kawę lub piwo).

P1030979-kopia
Opustoszały dworzec główny w Belgradzie – po lewej stronie działająca nadal kawiarnia
P1030984
Trochę już pofragmentowana kanapka z kiełbaskami z przystacyjnej budki

Dojazd z/do Belgradu – autobus dalekobieżny

Z autobusami dalekobieżnymi mieliśmy do czynienia tyle, że mijaliśmy je na dworcu próbując dotrzeć do bulwarów nad rzeką Sawą (co z resztą nam się nie udało). Ale z pewnością są i jeżdżą a dworzec autobusowy znajduje się nieopodal byłej głównej (zabytkowej) stacji kolejowej.

Z pewnoscią mamy co wspominać, ale to raczej przygody w lajtowym wydaniu :). Macie jakieś belgradzko-transportowe doświadczenia? I jak jest w końcu z tymi biletami na autobus?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.