Bez kategorii

Belgrad-Bar pociągiem

…czyli jedenaście godzin bałkańskiego szaleństwa.

Co? Całkiem długa podróż (bardzo widokowym i rozrywkowym) pociągiem
Z kim? Z dwójką (swoich własnych i raczej małych) dzieci, mężem oraz mnóstwem współpasażerów
Kiedy? Październik 2018

Jako główna organizatorka rodzinnych wakacji, po każdych zakończonych miliardem przygód obiecuję mojemu mężowi, że kolejne z pewnością będą spokojne. Tak było i ostatnim razem, dlatego podczas relaksacyjnego  rodzinnego wyjazdu, uwzględniłam jedenastogodzinną podróż pociągiem relacji Belgrad-Bar. Teoretycznie było to coś na kształt urodzinowego prezentu dla Leona, który uwielbia kolejnictwo. Później jednak przypomniałam sobie, że to ja zawsze chciałam przejechać tę trasę. Trochę się przy porodzie namęczyłam, więc w sumie i mnie się jakaś nagroda należy.

P1040060
Selfie z szyby całkiem blisko końca trasy – my i ładny zachód słońca

O pociągu i o rezerwacji

Tym, którzy jeszcze nie marzą o takiej podróży, pragnę wspomnieć, że linia kolejowa Belgrad-Bar uznana jest za jedną z najpiękniejszych w Europie. Chodzi tu (jak sądzę) bardziej o widoki niż o skład kolejowy. Od siebie dodam, że chyba też jedną z powolniejszych, bo podobną odległość można przelecieć samolotem w około 40 minut.

Do trasy przygotowywałam się dość długo, głównie zbierając dzieciowe atrakcje na czas podróży. Nie oszukujmy się, malownicze krajobrazy jakoś średnio wystarczają jako strawa dla ducha roczniakowi i trzylatkowi. Lepsze są naklejki. Biletów nie dało się kupić on-line, dlatego skorzystałam z usług belgradzkiej agencji Wasteels (wasteels@eunet.rs). Ich manager, pan Miodrag Popvić jest niesamowicie cierpliwym człowiekiem, który zniósł wszystkie moje zmiany koncepcji i mimo licznych poprawek ostatecznie zarezerwował te bilety, które trzeba. Oczywiście mówi po angielsku, bardzo polecam! Jadąc bezdzietnie i w październiku, bilety kupiłabym zwyczajnie tuż przed odjazdem pociągu, ale wiadomo, że z potomstwem wszystko kosztuje więcej (pieniędzy albo nerwów 😉 ).

P1040042

Organizacyjne detale

Do wyboru są dwa pociągi: dzienny (Tara) oraz nocny (Lovcen) – my byliśmy nastawieni na widoki, więc do wagonu wsiedliśmy tuż przed 9:20 rano.

Podczas wcześniejszych przygotowań potwierdziłam fakt, że wagon „restauracyjny” zawiera jedzenie. Na szczęście bezpośrednie oględziny naszego pociągu zaczęła od rzeczonego elementu składu. Skończyło się to moim sprintem do najbliższego sklepu spożywczego – większość podróży przeżyliśmy na nabytych tam bułkach i jogurcie pitnym. Również standard wagonów odbiegał nieco od wcześniej opisywanego. Właściwie wyszło na to, że nikt nie kłamał, bo jak się okazało, na czas wysokiego sezonu podstawiane są ładniejsze i lepiej wyposażone wagony. Poinformował mnie o tym serbski współpasażer, który korzysta z linii Belgrad-Bar trochę częściej od nas.

Mimo to nasze przedziały były całkiem przyjemne i każdy z nich zawierał sześć komfortowych, regulowanych na różne sposoby foteli (w których nie było nam dane zbyt wiele zasiadać).

Toalety nie różniły się zbytnio od dawnego standardu PKP, więc nie robiły na nas, rodzicach, wielkiego wrażenia, ale dzieci chowane w Europie zachodniej 😉 podeszły do sanitarnej infrastruktury z dużym dystansem.

Aspekt socjalny

Na starcie pociąg był pusty, a w naszym przedziale znajdował się oczywiście komplet pasażerów. Jeden pan widząc nasz bardzo rodzinny skład postanowił zostawić nam trochę więcej przestrzeni życiowej, za to druga współpasażerka odważnie została z nami.

Z racji biegających dzieci, z czasem poznaliśmy wszystkie starsze panie, później trochę młodszych ludzi a pod koniec trasy frakcję imprezową. Felek za każdym razem kiedy opuszczał nasz przedział udawał się niezwłocznie w stronę babciowej części –  tam panie częstowały pierniczkami a młody przekroczył już chyba swój życiowy limit cukru.

P1040039
Nasi pociągowi znajomi, którzy bardzo nalegali na zdjęcie a potem zrobili mi jeszcze ładniejsze!

Przed południem w wagonie restauracyjnym było jeszcze pusto i nie byliśmy pewni czy oby na pewno można tam kupić jakiekolwiek jedzenie – w menu jesiennym figurowały tylko kanapki a w praktyce raczej nie było nic. Robiliśmy za to podejście do zamówienia kawy, ale przy pierwszym pan barman-barista nalewał sobie piwko i nie mieliśmy sumienia mu przeszkadzać. Przy drugiej, popołudniowej próbie w wagonie było już pełno ludzi i wszyscy palili w niezbyt oddzielonym dziale z popielniczkami. W drugiej części, pod znakiem zakazu kopcenia oczywiście też, ale co zrobić. My zaś twardo piliśmy swoje kawy-plujki (przygotowane przez pana barmana-baristę na palniku turystycznym!) oraz soczki. Z racji wszechobecnego dymu nasza przygoda w tej części składu nie trwała przesadnie długo, ale warto było.

W międzyczasie znaczna część pasażerów okazała się być ukrytą opcją brytyjską – a to jakiś turysta, a to wcześniej wspomniany Serb co to od dziesięciu lat mieszka w UK (oczywiście zna mnóstwo Polaków), do tego nasza współpasażerka z Londynu, co to akurat pracuje w Podrogicy okazała się być brytyjską ambasador.

Popołudniu Leon uczył świeżo zaznajomioną Brytyjkę polskiego a Felek zmienił przedział na imprezowy. Tam dbał o playlistę przełączając kolejne pozycje serbskiej muzyki („umcy umcy”). Będąc nieco przytłoczona lokalnym bitem próbowałam zwinąć młodego do naszego zacisznego przedziału. Mimo zaciągniętych zasłonek impreza ciągle przychodziła do nas i sprawdzała czy Felix na pewno poszedł już spać (oczywiście nie był ani trochę śpiący), więc poniekąd byłam skazana na balagnowe życie, którego wcale mi na codzień nie brakuje ;).

Wszyscy Ci supermili i otwarci ludzie (którzy oczywiście chcieli zagłaskać nasze dzieci na śmierć) są z pewnością moim ulubionym wspomnieniem z podróży.

Widoki

Podobno najładniejszy jest ostatni odcinek trasy – Podgorica-Bar. Za oknem widać wtedy malownicze jezioro Szkoderskie i spółkę. Nikogo nie zdziwi fakt, że nas to ominęło. W październiku byłoby już zupełnie ciemno, w związku z czym pojechaliśmy nieco krócej, do Podgoricy.

Początek podróży zawierał raczej mało pocztówkowe (ale ciągle kosmiczne) widoki. Najciekawsze wydawały mi się wtedy (pod-)miejskie krajobrazy. Z czasem zaczęło się robić coraz bardziej górzyście a nasza trasa biegła nieopodal jeziora Podpećko oraz rzeki Lim. Jakby na to nie patrzeć, moim zdjęciom daleko do okładki National Geographic – zwalę to na fakt, że ogólnie byłam w tym pociągu dość zajęta. Nie ma też co ukrywać, że części widokowe trasy są bardzo często przerywane tunelami albo krzaczorami i ogólnie trzeba dość dużo refleksu żeby wykazać się fotograficznie. Swoja drogą mam przeczucie, że to wszystko wygląda dużo bardziej malowniczo z pozawagonowej perspektywy. Z okolicy podziwiać romantycznie sunące wysokim mostem pociągi (może kiedyś!). Zapewne ta druga opcja podobałaby się też bardziej naszej młodzieży, która na lotnisku potrafi gapić się na samoloty godzinami, a po dziesięciu minutach w kabinie samolotu trzeba włączyć program przetrwalno-rozrywkowy.

Przy niektórych stacjach nie działo się zbyt wiele i można było się zastanawiać czy ktoś ich w ogóle jeszcze używa, tuż przy jednej z nich znajdował się piękny klasztor. Czasy postojów też bardzo się różnią. Prawdę mówiąc zupełnie nie wpadłam na to, żeby poszukać informacji na ten temat, ale pod koniec dnia z bułkami i jogurtami z chęcią wyskoczyłabym na poszukiwania Szopskiej sałatki (a tak bałam się, że pociąg będę gonić taksówką). 

P1040043
Właśnie na tej stacji byłam bliska zjedzenia nie-jogurtowego posiłku.

Mimo mojego ogólnego podekscytowania przygodą, dzieci z całego wyjazdu zapamiętały głównie statki w Kotorze, co zrobić ;). Nie ukrywam, że dzień później padaliśmy ze zmęczenia, więc zwiedzanie czarnogórskiej Podgoricy nam nie wyszło. Chciałabym jeszcze zobaczyć trochę z tej górzystej Serbii osobiście, spoza wagonu. Poza tym gdzieś na południu znalazłam jakąś okrutnie długą kolejkę gondolową i mam na nią chrapkę – to chyba jakaś masochistyczną słabość do dalekich tras. Także do zobaczenia na Bałkanach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.