.Food

Omlety i priorytety, czyli Mont-Saint-Michel

To jedna z moich ulubionych historii z podróży z dziećmi i przezornik, dla tych, którzy chcą spokojnie pokazywać swoim latoroślom uroki Francji.

Co? Jedzenie omletów i niezwiedzanie Mont-Saint-Michel
Z kim? Z mężem oraz dwójką dzieci (swoich własnych i raczej małych – rok oraz dwa i pół roku)
Kiedy? Maj 2018

Mont-Saint-Michel to niesamowicie malownicza wyspa, na której zostało wybudowane Sanktuarium Michała Archanioła. To jednocześnie druga (zaraz po Paryżu) najczęściej odwiedzana atrakcja turystyczna Francji i jedno z pierwszych miejsc wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nic dziwnego, już podczas dojazdu robi wrażenie. W sumie same zdjęcia bardzo zachęcają. Nie było więc nic dziwnego w tym, że będąc na wakacjach w normandzkim Honfleur postanowiliśmy ją odwiedzić.

montsaintmichel
Zdjęcie z mniejszej oddali, czyli z przystanku autobusowego

Od początku

Wycieczkę zaczęliśmy planować wieczór wcześniej – lepiej późno niż wcale. Wiedzieliśmy, że chcemy zwiedzić sanktuarium na wzgórzu, nacieszyć się widokami oraz spróbować omletów-celebrytów w La Mère Poulard. Czytając o miliardzie schodów tudzież ciasnych uliczek do pokonania szybko zapomnieliśmy o wózku i spakowaliśmy samo nosidło (dziękujemy, Tasteaway!). Nie wiedzieliśmy zaś jak jest do końca z kolejkami do kas, więc na wszelki wypadek kupiliśmy bilety przez aplikację Get Your Guide (ale nie wybraliśmy żadnego our guide ;), tylko bilety).

Droga do Mont-Saint-Michel

Z domu wyszliśmy około dziewiątej rano – na tyle wcześnie żeby dało się coś pozwiedzać i na tyle późno żeby dzieci zasnęły w drodze do Mont-Saint-Michel. Niesieni wizją spokojnej podróży a potem szczęśliwych, rześkich latorośli odjechaliśmy z naszej bazy wypoczynkowej. Wkrótce jednak odkryliśmy, że kończy nam się paliwo. Z perspektywy rodziców chcących pozwiedzać był to niewybaczalny błąd: dzieci obudziły się podczas tankowania. Po dwudziestu minutach drzemki były na tyle wyspane, żeby nie planować dalszej regeneracji i na tyle zmęczone żeby marudzić przez kolejne dwie godziny. Grunt że dojechaliśmy.

Parkowanie, podjeżdżanie, czyli shuttle bus

W odległości kilometra od Mont-Saint-Michele znajduje się ogromny parking, do którego prowadzą w zasadzie wszystkie drogi w okolicy. Już stamtąd widać całe wzgórze wyłaniające się z morza (w naszym przypadku błota, bo trafiliśmy na odpływ, ale ciągle bardzo ładnego błota!). Z parkingu dość często odjeżdżają autobusy, które w kilka minut zawożą turystów pod samo opactwo. Po drodze zatrzymują się na przystanku przy zespole hoteli. Z perspektywy czasu (i rodzica) mam wrażenie, że najrozsądniej byłoby zapłacić miliony monet za nocleg w tym miejscu i zrealizować wszystkie swoje turystyczne plany w spokoju.
Tak w ogóle jeśli nie macie potrzeby oszczędzania energii to możecie zwyczajnie zrobić sobie spacer parking-wyspa. My trochę zazdrościliśmy pieszym idącym groblą łączącą ląd z Mont-Saint-Michel.

montsaintmichel4
Zdjęcie z ostatniego przystanku. Po lewej stronie autobus w gustownej drewnianej okleinie, po prawej odpływowe, malownicze błoto. Bardzo wiało!

Rewizja priorytetów

Dojechaliśmy! Po całej podróży dosyć zatłoczonym autobusem poczuliśmy ulgę, a na widok widoków 😉 całkiem sporo szczęścia. Trochę martwił nas fakt, że dzieci były blisko kryzysu energetycznego i wiedzieliśmy, że to ostatni moment żeby spróbować coś zjeść w miejscu publicznym. Nie bez obaw przekroczyliśmy próg La Mère Poulard – omletowni z przewodnika Miszlę. Zajęliśmy miejsca. Nasze latorośle miały się bardzo dzielnie, zwłaszcza że torbę z zabawkami zostawiliśmy (oczywiście niechcący!) w samochodzie – oprócz całej zastawy mieliśmy do dyspozycji tylko jednego resoraka.

P1020923
Rzeczony resorak 😉

Omlety

Myślę, że obsługa już od progu wiedziała jakiego serwisu nam trzeba, dlatego nasze posiłki wylądowały na stole w tempie godnym uznania kierowcy formuły 1. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że omlety mogą w ogóle być takie dobre! Rumiane na zewnątrz i lejące w środku. Były warte każdej minuty w głośnym samochodzie oraz pełnym ludzi autobusie! Powinnam też dodać, że nasz dwuletni Leon zajadał jeden z wykwintnych zestawów dla dzieci, delektując się piersią kurczaka, która rozpływała się w ustach. W ostatnim zdaniu prawdą jest jednak tylko to, że mięso faktycznie było bardzo delikatne.

Na szczęście byliśmy na wakacjach a w zestawie znajdował się też deser w postaci lodów waniliowych. Na jeszcze większe szczęście waniliowe się skończyły – były tylko czekoladowe. I jeszcze Leona za to przeproszono. Nasze dziecko, które w tamtym momencie życia nie uznawało nic innego poza czekoladą w zimnych deserach, wspaniałomyślnie wybaczyło i w pełnym skupieniu, wymieniając małą łyżeczkę na łychę do zupy, pochłonęło lody. Poprawiło soczkiem z kieliszka do białego wina.

montsaintmichel3
Nie mamy lepszego zdjęcia, bo jedliśmy i zabawialiśmy ;).

Zapomniałam dodać, że musieliśmy nieco przyspieszyć podanie deseru a omlety wciągaliśmy w tempie, które znają tylko ludzie ceniący ciepłe posiłki i posiadanie dwojga małych dzieci jednocześnie. Na delektowanie się tym co zostawił nasz syn już trochę nie było czasu (czy ja już pisałam o tym, że zabawki zostały w aucie?), ale serce mi pękało na widok tego miszlę kurczaka z frytkami. Miałam też świadomość niewielkiego zapasu przekąsek przy jednoczesnym mnóstwie planów na zwiedzanie. Raz się żyje. Spytałam panią kelnerkę czy jakimś cudem możemy ten obiad spakować na wynos. I wiecie co? Ona musi być matką! Po kilku minutach dostaliśmy posiłek w firmowym opakowaniu… sąsiadującej z restauracją cukierni!

Z paczuszką pod pachą zarządziłam szybką ewakuację dzieci, tak żeby mogły znów pobiegać. Jak to w ogóle jest możliwe, że tacy bardzo młodzi ludzie dają upust swojemu zmęczeniu właśnie poprzez intensywny i bardzo chaotyczny jogging?

Zwiedzanie

Po serii wycieczek do toalety usiedliśmy na skałach przed bramą opactwa. Tzn. my, rodzice usiedliśmy. Całkowicie zmęczona młodzież po licznych próbach wspinania się po skałach i kontenerach na śmieci postanowiła raczkować do odpływowego błota i z powrotem. Jedna czapka została w mule dla potomnych. Postanowiliśmy nacieszyć się jeszcze widokami, ale tylko tymi sprzed bramy. Dwa dni później aplikacja Get Your Ticket poprosiła mnie o ocenę wycieczki. Musimy więc do Mont-Saint-Michele jeszcze wpaść, bo ciągle nie wiem co odpisać!

montsaintmichel2

1 odpowiedź »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.