.World

Wspaniałości z Honfleur

Nasza wyprawa do Normandii tak naprawdę rozpoczęła się jeszcze kilka dni przed wyjazdem kiedy to odkryliśmy, że rodzinne auto jest bardziej zepsute niż przypuszczaliśmy. Z powodu tego całego zamieszania wiele faktów o Honfleur poznaliśmy dopiero na miejscu. Dowiedzieliśmy się na przykład, że Normandia należy do raczej deszczowych regionów. Na szczęście mój rodzicielski instynkt nie zawiódł, więc wyposażeni w kalosze i kurtki przeciwdeszczowe twardo zwiedzaliśmy piekarnie kupując bagietki. W nagrodę za odwagę podczas kolejnych dni czekało na nas dużo słońca. Myślę, że niezależnie od pogody, obok/przez Honfleur ciężko jest przejść obojętnie. Oto co w tym portowym, nieco nostalgicznym miasteczku spodobało nam się najbardziej!

1. Klimat (Spoiler alert! Portowy)

Cóż za oryginalny tytuł akapitu! Nic nie poradzę na to, że w Honfleur najbardziej urzekły nas rybacko-żeglarskie akcenty, wąskie uliczki (to drugie po tym jak już zaparkowaliśmy samochód rzecz jasna). Ogólnie rzecz biorąc do gustu przypadł nam portowy klimat. Miasto dobrych tysiąc lat temu było małą wioską rybacką, która z racji korzystnego (nie mówię tu o pogodzie) położenia szybko rozrosła się do dużo większych rozmiarów. Wybudowano tam port, z którego korzystali zarówno rycerze jak i żeglarze-odkrywcy. Potem w nieco inny sposób również impresjoniści ;).

Jedna ze wspomnianych wąskich uliczek. W sam raz na spacer, masakra dla kierowców.
Wiele mieszkań dostępnych dla turystów pozostaje spójna z wizerunkiem uliczek. To nasza kuchnia i nasze graty.

2. Port

Nie mogę odrazu nie wspomnieć o samym porcie, który stanowi centralną część miasta. We wszystkich podobnych miejscach najbardziej lubię oglądać szeroko pojęte łodzie dumając, którą najchętniej bym sobie sprawiła gdybym miała miliony monet. Dla Honfleur nie zrobiłam w tej kwestii wyjątku.

Co fajniejsze, wokół portu znajduje się zatrzęsienie knajpek i kawiarni. My najchętniej odwiedzaliśmy ten przybytek rano, kiedy było jeszcze pusto. Cieszyliśmy się wtedy (w naszym przypadku względnym) spokojem. Do tego nieco łatwiej było nam dać trochę wolności dzieciom, którym skoczył cukier po śniadaniowych croissantach z czekoladą.

Mniej więcej taki widok na port zaplanowaliśmy
Rzeczony fragment portu
Przemeblowanie jednej z kawiarni w wykonaniu Leona. Efekt pocroissantowego przypływu energii.

3. Karuzela!

Wyobraźcie sobie na wskroś francuską karuzelę – z konikami, samolotami, karetami itd. I powiedzcie teraz, że sami byście się nie przejechali. Ja miałam taki zaszczyt tylko raz, na zaproszenie mojego dwulatka. Ale na karuzeli w centrum Honfleur oprócz naręczy przedszkolaków widywaliśmy też panie w wieku późnoemerytalnym pomykające na jednorożcach. 

Naokoło znajduje się kilka ławek, na których warto przysiąść i poobserwować, niekoniecznie tylko swoje dzieci. Mnie to bardzo odprężało, zwłaszcza kiedy jedna z dwóch latorośli odbywała trzecią pod rząd jazdę czerwonym kabrioletem.

Bilety też bardzo stylowe! Ich zapas w kieszeni ratował nam życie.

4. Willowa ulica Adolphe Marais

Ulica łącząca portowe centrum miasta z plażą. Jest bardzo zielona, pnie się pod górę dostarczając widoków na morze oraz zadyszki. Wzdłuż drogi znajduje się wiele mniej lub bardziej zabytkowych budynków, o zastosowaniu raczej wczasowym i z pewnością poza naszym budżetem. Popatrzeć jednak nikt nie zabroni 😉 a wiele z nich, zwłaszcza tych starszych, zaszytych w bujnej zieleni, zrobiło na nas ogromne wrażenie.

Co istotne spacer można zakończyć naleśnikami na plaży!

5. Park z placem zabaw

Oprócz Le Jardin des Personnalités z popiersiami znanych postaci związanych z Honfleur, w mieście znajduje się jeszcze Le Jardin public. Co ważniejsze, położony jest rzut beretem od portu a na jego terenie znajduje się plac zabaw (i kolejna, acz mniej stylowa karuzela). Wiadomo, że w bardziej deszczowym czasie dla dzieci i tak najciekawsze były kałuże, jednak obecność zabawek bardzo pomagała w zdobyciu chwili na podziwianie ogrodu z rzędem kamienic w tle. 

Idealne miejsce na drzemkę. Sama bym się w tym wózku położyła.

Podczas spacerów po Honfleur bardzo lubiłam odnajdywać zielone zaułki, które ciekawie kontrastowały ze średniowiecznymi murami. Takie małe staromiejskie oazy. W mieście jest też parę muzeów godnych zobaczenia (jakoś nie dotarliśmy) i mnóstwo dobrych rzeczy do jedzenia. Do tego przynajmniej dwa zabytkowe kościoły. Niezależnie od pogody, środka transportu czy liczby (nie)posiadanego potomstwa polecam!

A w ramach jednodniowej wycieczki możecie skoczyć do Mont Saint Michel! O tym zaś jak nam się jadło, tutaj.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.