.World

Na samym krańcu Sycylii (albo i dalej), czyli zielone Marettimo

W kolejnym wpisie muszę ostrzec, że będzie trochę romantycznie a nawet trochę tendencyjnie. Ale głównie na początku. Inaczej się nie da. Zaczynamy:

Ta malutka, górzysta i totalnie zielona wyspa jest idealnym miejscem na jesienną ucieczkę od szarugi. Jest też najbardziej oddaloną od Sycylii spośród trzech wysp Archipelagu Egadów. Marettimo odwiedziliśmy w październiku 2016, czyli dobre dwa lata temu. Jednak nie tak łatwo zapomnieć tamtejszą kameralną atmosferę, październikowe słońce i bujną roślinność. Z resztą „marettimo” to „morski tymianek” a nazwa zobowiązuje. Podczas mniejszych spacerów czy nieco większych wypraw wyspa oferuje zapach nadmorskich wakacji lekko pomieszany z wonią sklepu z przyprawami. W pamięć zapadły nam też z pewnością wschody słońca, w których oglądaniu pomógł nam Leon wstający wówczas o czwartej rano (w nocy?). No i rzecz jasna jedzenie!

Co? Marittimo! To co najbardziej nam się przez kilka dni na wyspie podobało.
Z kim? Z mężem i rocznym dzieckiem
Kiedy? Październik 2016

O wyspie

Jedyną osadę na wyspie zamieszkuje kilkaset osób. Odnieśliśmy jednak wrażenie, że w październiku, poza turystycznym sezonem, było ich znacznie mniej. Z powodu (mikro)skali w Marettimo znajduje się tylko kilka, niezbyt często używanych samochodów i właściwie jedna typowa droga. Wszędzie w obszarze osady można dojść pieszo w krótkim czasie, a jeśli ktoś chce w dłuższym, polecam trekking przez wyspę. Bardzo żałowaliśmy, że byliśmy na takie atrakcje totalnie nieprzygotowani a nasza latorośl nie chciała długo siedzieć w nosidle. Zwyczajnie chce się łazić po tych skałach, wśród bujnej zieleni z widokiem na morze i malownicze miasteczko. Ale ja mam podobno motorek w tyłku ;).

Atrakcje

Moim zdaniem samo przebywanie na wyspie i nicniemuszenie jest już całkiem dużą atrakcją. Chociaż muszę przyznać, że z niebyt dobrze chodzącymi dziećmi, które jednak muszą się wyszaleć można mieć problem, bo ani konkretnej plaży ani placu zabaw. Chyba że nie przeszkadza Wam dziecko raczkujące po totalnie brudnej kostce brukowej – wtedy macie zajęcie na dobrych kilka dni. My mieliśmy.

Ogólnie Marettimo jest osadą rybacką, ale widzieliśmy spore grupy ludzi, którzy przyjeżdżają tam nurkować. Poniżej to co nas urzekło, także o jedzeniu.

1. Błądzenie po osadzie

Z racji rozmiarów osady, nie jest zbyt łatwo się tam zgubić. Ale chcieć to móc! Jak to na południu Włoch (i nie tylko) bywa, zawsze odkryjecie coś fajnego: kolorowe kafelki, zarośnięte schody, ozdobny szyld, jakiś sklep albo knajpkę otwieraną tylko na dwie godziny. Można też znaleźć aptekę, która w razie czego zamówi mleko modyfikowane, które  następnego dnia osobiście przypłynie promem.

2. Port

W porcie byliśmy stałymi bywalcami, najczęściej bladym świtem. Stamtąd, po brutalnym wyrwaniu z łóżka przez naszą latorośl, obserwowaliśmy wschody słońca i spokojne morze. Często też byliśmy pierwszymi kawiarnianymi klientami zajadającymi cornetti jeszcze przed przypłynięciem pierwszego promu. O tym później.
Na spacerach w porcie można spędzić naprawdę dużo czasu – zaczynając od południowej części, w której przystają promy, poprzez wybrzeże, na którym zalegają aktualnie nieużywane łodzie i sieci rybackie, aż po północny pomost, gdzie można spotkać nurkujące ekipy.

3. Romantyczne atrakcje na wzgórzu, czyli wspinaczka warta zachodu

Ponad osadą Marettimo, po stosunkowo krótkiej wspinaczce można obejrzeć Case Romane, czyli rzymskie pozostałości z czasów kiedy wyspa była bazą morską. Dla mnie, totalnego nie-znawcy tematu, nie ma wielu nudniejszych rzeczy niż ruiny, przynajmniej takie na małą skalę ;). 
Budowlą totalnie wartą zachodu okazał się za to sąsiadujący bizantyjski kościółek. Mały, skromnie zagospodarowany budynek z najpiękniejszym tłem dla ołtarza jakie kiedykolwiek widziałam, w postaci okna z widokiem na morze. Do tego kilka ławeczek, na których można posiedzieć w ciszy i chłodzie. Nierzadko zdarza się, że ludzie biorą tam śluby. Prawdę mówiąc tym, którzy mieli taką możliwość bezkreśnie zazdroszczę. Przy okazji zastanawiam się jak goście wtarabanili się na górę oraz ile razy musiał obrócić jedyny kład w okolicy żeby wszystkie wystrojne ciotki podrzucić.

4. Rejs łódką

Z racji ograniczonej liczby turystów i limitu cierpliwości Leośka postawiliśmy na prywatny rejs łódką. W październiku wcale nie kosztował milionów monet. W naszym przypadku opłynięcie wyspy trwało około dwóch godzin. Przewodnik pokazywał nam klify i przepiękne groty – te ostatnie z racji wiatru, a co za tym idzie dużych fal, stały się również bardzo malowniczym miejscem do przewijania (tylko tam nie bujało).
Przemiły Pan Włoch opowiadał nam mnóstwo ciekawych historii, które w całości zrozumiał zapewne tylko Konrad, bo z naszej trójki akurat tylko on mówi po włosku. 

Punktem kulminacyjnym wycieczki było opłynięcie zamku Punta Troia, z którego nie mam nawet pół zdjęcia, bo po prawie dwóch godzinach bujania było mi niedobrze (ale przynajmniej w ciągłych zachwytach) a Leon chciał wysiadać.

4. Nurkowanie i trekking 

Na koniec dwie czynności, których wykonywanie nie było nam dane. Nurkowanie, o którym coś już wspominałam na Marettimo ma się nieźle. Mi wystarczyło bujanie na wycieczkowej łódce ;). O trekkingu trochę marzę i mam nadzieję, że jeszcze zrealizuję!

5. Jedzenie

Najlepsze na koniec. Czytajcie dalej!

Menu całodniowe

1. Śniadanie: kawiarnia przy terminalu promowym

…której nazwy jak dotąd nie zidentyfikowałam. W zasadzie nie szkodzi, bo niezależnie od tego czy dotrzecie na wyspę wodolotem czy promem, z pewnością obok niej przejdziecie.

To miejsce otwiera się najwcześniej, więc jeśli Wam też ktoś nie daje się wyspać, to wiecie gdzie dobudzić się kawą. Śniadanie rzecz jasna jest bardzo włoskie, czyli raczej kontynentalne. Ale Nutelli do cornetto nikt nie żałuje! W zestawie macie wielkie okna z widokiem na osadę, morze i cumujący pierwszy prom.

My po porannej kawce z widokiem szliśmy na regularne śniadanie do naszego B&B.

Wspomniana Nutella w Cornetto

2. Pranzo, czyli lunch.

W godzinach pranzo otwiera się już nieco więcej lokali. Jeśli po porannych rogalach z Nutellą macie ochotę na bardziej obiadowy konkret to spróbujcie La Scaletta (ogarnijcie stronę! :D) z obiadowym bufetem.

Nam jednak zapadły bardziej w pamięć antipasti przygotowywane w sklepie spożywczym w ppobliżu kościoła Santa Maria delle Grazie. Można tam zamówić zestaw w wersji mięsno-rybnej oraz bardzo warzywnej. Tuż obok kościoła znajduje się również bar, w którym my wprawdzie jedliśmy tylko lody, ale da się też przekąsić coś na słono.

Jeśli jesteście spragnieni typowo południowowłoskiego prazno, szukajcie w piekarni Panificio Incaviglia. Wygląda bardzo niepozornie a jest wręcz nabita wszystkim co najlepsze! My jedliśmy m.in. arancini, które znamy jeszcze z Neapolu. To faszerowane kulki z ryżu, obsmażone w panierce. Ich nazwa wzięła się z stąd, że wizualnie przypominają pomarańcze.

3. Cena, czyli kolacja

Nasze kolacje były tak wspaniałe, że nie mamy z nich nawet pół zdjęcia i musicie uwierzyć nam na słowo. Będzie o dwóch najlepszych!

Il Veliero. Odwiedziliśmy to miejsce w sobotę wieczorem i byli tam dosłownie wszyscy, których poznaliśmy na wyspie – właściciele naszego B&B, pan który obwoził nas łódką wokół wyspy, nurkowi kursanci, pracownik przekąskowego sklepu spożywczego… no wszyscy! Wystrój trochę morsko-kiczowaty, ale prawdziwą atmosferę tworzyły gwar ludzi, domowe wino i pracownicy oczyszczający serwowane później owoce morza. Tuż przed wejściem od lokalu.
Makaron, który zjedliśmy był pyszny, ale prawdziwym październikowym hitem była fiorentina z tuńczyka. Smakowała jak połączenie najlepszego sashimi i steaku. Mimo ogromnej porcji, nie popełniajcie tego błędu co my i nie zamawiajcie tylko jednej na dwoje!

Ristorante Pizzeria Hiera. Odwiedziliśmy ją w ostatnim dniu sezonu. Z tego powodu tam też byli wszyscy 😉 a po drugiej stronie barykady, tylko właściciele pizzerii. Starszy pan z prędkością światła wyrabiał i formował ciasto na pizzę, posypywał czym trzeba i siup do pieca. Jego żona uwijała się równie szybko, ale z tym tłumem miała małe szanse. Po nikim nie było jednak widać zdenerwowania z powodu czasu oczekiwania. Może to przez domowe wino serwowane wszystkim :). My byliśmy jednak strasznie głodni i uratował nas fakt, że pizzę wzięliśmy na wynos a te właśnie miały priorytet podczas produkcji. Gdybyście kiedyś zastali lokal pełen ludzi a Wasze żołądki były na skraju wyczerpania, wiecie już co robić!

4. Imprezy i alkohol

O tym zupełnie nie mamy pojęcia. Ale z budynku, w którym mieści się La Scaletta, przez cały wieczór roznosiło się głośne umcy umcy, więc podejrzewam, że się nie naszukacie!

Jak dotrzeć?

Na Marettimo najłatwiej dotrzeć jest wodolotem (np. Liberty Lines) z Trapani albo Marsali. Statek często zatrzymuje się po drodze na pozostałych dwóch wyspach Archipelagu Egadzkiego. Istotnym plusem tej formy transportu jest czas potrzebny na dotarcie. Dla podróżujących z maluchami trudny może być to, że z powodu złych warunków albo dużej prędkości często należy siedzieć przypiętym w fotelu. Weźcie ze sobą zabawki!

Drugą opcją jest prom, na którym będziecie mieli z pewnością mnóstwo czasu na podziwianie widoków.

Bilety na jedno i drugie kupicie bez większych problemów w kasie portowej.

Enjoy! Bob

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.