.Family

Jak odpocząć z dwójką maluchów (i mężem), czyli agroturystyka po niemiecku

Co? „Odpoczynek” w gospodarstwie agroturystycznym, po niemiecku
Z kim? Z mężem oraz dwójką dzieci (swoich własnych i raczej małych – trzy miesiące i dwa lata)
Kiedy? Wrzesień 2017

Muszę przyznać, że Niemcy są mistrzami w szanowaniu swojego czasu na odpoczynek i jako Polka mogę się od nich na ten temat wiele nauczyć. Znacie ten problem? ;). Chętniej odbiorą nadgodziny w postaci urlopu zamiast dodatku do wypłaty. Rodzice, także ci nieposiadający życia zawodowego, wiedzą też, że żeby zadbać o dzieci, trzeba też zadbać o siebie. I jestem pewna, że właśnie po to wymyślili Ferienbauernhöfe (l.poj. Ferienbauernhof* – tak, to jest jedno słowo). Choć nie da się ukryć – w tym przypadku chodzi bardziej o dobrą rodzinną zabawę niż pakiet spa w samotności.

*Ferienbauernhof – nie taki diabeł straszny jak go malują. Słowo składa się z trzech części: Ferien – ferie, wakacje; Bauer – gospodarz; Hof – podwórze, dwór, a Bauernhof w całości to gospodarstwo rolne. Czyli Ferienbauernhof to wakacyjne gospodarstwo rolne, agroturystyka.

Wycieczka do Ferienbauernhofu  być możenie nie wprawi w ekscytację tych posiadających rodzinę na wsi. Ja, mimo że kocham kontakt z naturą, moje wiejskie wtyki miałam na codzień dość daleko a teraz mam jeszcze dalej. Jeszcze w czasie studiów, kiedy próbowałam zaliczyć jeden z przedmiotów o zacnej nazwie „Hodowla Bydła”, koleżanka (cześć Kasia!) proponowała mi wyjazd w jej rodzinne strony, żebym mogła sobie z bliska obejrzeć krowę, bo ponoć gadałam głupoty na temat jej (krowy) anatomii. Mam jednak nadzieję, że i ci co pół wakacji spędzają u babci poza miastem znajdą tu coś dla siebie, np. pieczone na patyku chlebki.

Kluczyk od naszego pokoju. Jak łatwo można odgadnąć, pokój nazywał się „Koń”.

Sauerland

Gospodarstwo rodziny Stratmann, które odwiedziliśmy, znajduje się znajduje się w wyżynnym Sauerlandzie. Część z Was może kojarzyć ten region z Willingen – za moich młodych czasów skakał tam Małysz, dokładniej w ramach jednego z turniejów Pucharu Świata. Oczywiście jak zapewne wiecie tamtejsza skocznia ma się dobrze i w sezonie nadal przyciąga rzesze kibiców.
Wracając do naszego miejsca wypoczynku: już patrząc na mapę wiedzieliśmy, że do najbliższego mini-sklepu spożywczego będziemy mieli przynajmniej 10 kilometrów, nie mówiąc o innych przybytkach cywilizacji. Nie bez powodu nawet w Münster, w którym mieszkamy, podsłuchaliśmy wymowny związek frazeologiczny „In Sauerland fahren” (jechać do Sauerlandu), który oznacza nic innego jak wybierać się w miejsce, w którym nic nie ma. Z jednej strony gromadzenie zapasów jedzenia na kilka dni potrafi być uciążliwe, a z drugiej to, że nie biegaliśmy codziennie po kolejne składniki naszego obiadu pomagało nam zająć się zwyczajnym byciem ze sobą. Więcej o jedzeniu potem. Oczywiście można znaleźć podobne przybytki w pobliżu większego miasta, ale trzeba mieć refleks.

Ferienbauernhof – jak to wygląda?

W zestawieniu z raczej kameralnymi gospodarstwami agroturystycznymi, które znam z Polski, Ferienbauernhöfe różnią się skalą wielkości. Wynajmuje się tam zwykle całe, z reguły przestrzenne mieszkania (słowo apartament jakoś mi tu nie pasuje). Większość z nich oprócz części wspólnej ma przynajmniej dwie sypialnie, co pozwala na strategiczne rozlokowanie rodziny. Przy większych ilościach pokoi można zaplanować wyjazd dla większej (na przykład dwurodzinnej) ekipy przy całkiem korzystnym rozkładzie kosztów. Albo zabrać dziadków.
Oczywiście przewidziana jest również duża część ze wspólna z kuchnią i często jakiś wybieg dla dzieci typu „duży balkon” albo „bezpośrednie wejście do ogródka”.
Jeśli chodzi o sam wygląd mieszkań to większość z nich trąci trochę myszką a przynajmniej skórzaną niemiecką kanapą. Moim zdaniem to tylko dopełnia klimat wakacji, choć nie ukrywam, że na początku straciłam mnóstwo czasu szukając czegoś stylowego w innym tego słowa znaczeniu.

Wakacyjne gospodarstwa sąsiadują na ogół ze sporą ilością zielonych terenów, polami uprawnymi, pastwiskami – no jak to na wsi. Sam budynek zaś często otacza niemałe podwórze dające dodatkową przestrzeń – czasem do pracy a w przypadku wakacjowiczów do wypoczynku.

Jedzenie

Teraz o najważniejszym. Z jedzeniem to jest często tak, że ciężko stołować się na mieście, bo do większych cywilizacyjnych zbiorowisk może być daleko. Nam to w sumie nie przeszkadzało, bo Leon miał wtedy szczyt fazy na bieganie zawsze i wszędzie – było nam zwyczajnie wygodniej ugotować a co ważniejsze zjeść makaron czy inne Käsespätzle w domu. Oczywiście skorzystaliśmy też raz z istotnej części dorobku europejskiej cywilizacji w postaci pizzy. Na Uber Eats nie było co liczyć, więc Tatinek, jak prawdziwy mężczyzna upolował kolację jadąc uprzednio dobrych 15 kilometrów (a potem rzecz jasna wracając). Ale! Po pierwsze obiad to można sobie u gospodarzy zamówić. A co ważniejsze również deser w formie domowego ciasta.

Po drugie: śniadania. Toppingi na kanapki dobrze jest wcześniej zorganizować samemu, ale za to bladym świtem, w kuchni właścicieli można odebrać zamówione uprzednio bułeczki. Oczywiście jeszcze ciepłe. „Blady świt” oznacza rzecz jasna okolice godziny 7:30, więc rodzice małych dzieci muszą chwilę poczekać ;). Oprócz pieczywa w ofercie są jajka kur gospodarzy i świeże mleko od krów, które na codzień spacerują po łące (co ostatnio niestety nie musi być oczywistością). Wracając do pokoju można dorzucić do łupów lokalny miód oraz nalewkę z czarnego bzu (powiedzmy, że na wieczór).

Po trzecie: kawa! Niemcy piją najczęściej kawę z ekspresów przelewowych i takich możecie spodziewać się w Waszych wakacyjnych mieszkaniach! Weźcie więc, jeśli lubicie, zapasy zmielonych ziarenek ze sobą, albo prawilnie ziarenka i młynek.

My mamy tylko zdjęcie pizzy w sauerlandzkim stylu, ale wierzcie mi, że były też bułeczki i mleko. Mleko pili tylko rodzice, bo Leon miał wtedy, o ironio, uczulenie na wszystko co z krową związane.

Morze wiejskich wakacji

Póki co było o rodzinnych posiłkach, ale przecież chodzi też o to żeby poza nimi młodzież była zajęta i miała możliwość trochę się wybiegać a rodzice przy dobrych wiatrach mogli odsapnąć. O tym zaraz, bo na początku muszę napisać, że jedną ze wspanialszych rzeczy jest mega serdeczność gospodarzy – może to trochę sztampowy komentarz, ale my czuliśmy się u państwa Straatmanów jak w domu. O ile jeszcze podczas naszego pobytu byłam przerażona wizją konwersacji po niemiecku, o tyle do ich kuchni chodziłam (sama!) bez bez strachu. A muszę dodać, że gospodarze zagadywali bardziej lokalną wersją językową i często nie miałam pojęcia co do mnie mówią :D.

Kiedy nie pada

Życie rodzica małych dzieci jest tak miłe jak ładna jest pogoda. Czyli że przy umiarkowanej temperaturze i braku opadów można wypuścić dziatwę na plac zabaw a kiedy leje przez cały dzień, potomstwo zaczyna chodzić po ścianach i moim skromnym zdaniem jest to najłagodniejszy scenariusz. Jednak nawet przy dobrej aurze można umilić rodzicom życie jeszcze bardziej, np. pomagając im w międzyczasie poleżeć (!) z ciepłą (!) kawą.

Plac zabaw jest tu właściwie oczywistością, ale co mi się w nim najbardziej podobało to leżaki rozstawione obok. Nieco niżej płynął strumyk, na tyle głęboki żeby się potaplać i na tyle płytki żeby się nie utopić. Oprócz placu zabaw, tak jak wcześniej wspomniałam, jest jeszcze oddzielone od drogi podwórze ze sporym wyborem różnych pojazdów na pedały.

Codziennie albo co drugi dzień organizowane są typowo ferienbauernhofowe atrakcje, na ogół darmowe lub w symbolicznej cenie. W ramach programu wypoczynkowego zaliczyliśmy rajd w przyczepce traktora oraz przejażdżkę kucykiem czy raczej spacer wokół ogromnego pola, gdzie morze dzieci szło po bokach kucyka i w międzyczasie się zmieniało. Bardziej kulinarną atrakcją popularną w Niemczech był Steckbrot, czyli chlebowe ciasto nawinięte na kijek pieczone nad ogniskiem. Jakby komuś nie wyszło albo nie smakowało to na koniec i tak przewidziane jest domowe ciasto z kawą.

Kiedy pada

Przejdźmy do meritum całego wpisu. Nie jest wielkim wyczynem ogarnąć rozbiegane potomstwo kiedy nie pada. Gorzej jak leje i żadnych perspektyw na poprawę tego stanu.

Co urzekło również nas to zwierzątka do karmienia i jeśli stworki sobie życzą to również do głaskania – w naszym przypadku to króliki i drób mniej lub bardziej ozdobny. Od tego drugiego, czy bardziej od gospodarzy, można kupić jajka. Jakby lista miejsc do odwiedzenia była zbyt krótka, za rogiem czekała jeszcze stajnia z kucykami.

Z rodzicielskiej perspektywy absolutnym hitem wydawał się być plac zabaw urządzony w dawnej stodole. Drabinki, ścianka wspinaczkowa i ogromna trampolina dawały chwilę zadyszki dzieciom a dorosłym moment wytchnienia. Ale nie nam, bo nasz starszy potomek bał się w ogóle wejść do dużego, początkowo ciemnego pomieszczenia, młodszemu zaś, z racji młodego wieku było wszystko jedno. Myślę, że gdybyśmy teraz zorganizowali powtórkę z wycieczki, zrobilibyśmy z tego centrum rozrywki niezły użytek.

Wieczorem można odwiedzić też krowy w ich domostwie i pomóc w wydojeniu którejś z nich. Tylko w razie gorszej pogody trzeba trochę zmoknąć po drodze. Prawdę mówiąc bardzo czaiłam się na tę atrakcję (nie mam tu na myśli moknięcia), bo to takie moje niespełnione marzenie z dzieciństwa: wydoić krowę. Nasze potomstwo zawsze zasypiało jednak przed godzinami zwiedzania obory. Kolejna rzecz z serii „nie tym razem”. Ale patrząc na to jak się nasze dzieci aktualnie zagania do łóżek, w tym sezonie z wycieczką nie byłoby żadnego problemu. Podczas dojenia niestety (ponoć) nie serwowano kawy.

Tak poza tym Niemcy wiedzą, że często kluczem do przetrwania deszczowych wakacji są hal zabaw / kulkownie. Z tego powodu prawie zawsze można znaleźć jakąś w zasięgu dwudziestominutowej jazdy samochodem.

Aktywny wypoczynek

Jeśli ktoś z rodziców potrzebuje równie aktywnego wypoczynku co dzieci to jakiś z pewnością znajdzie. Na ogół jest mnóstwo ścieżek do ulubionego zajęcia Niemców, czyli do wędrowania. Poza tym często można na miejscu pojeździć konno lub wypożyczyć rowery. Zimą, także w Sauerlandzie można się oddać śnieżnemu szaleństwu wszelakiej maści.

Leniwy wypoczynek

Wiele Ferienbauernhofów zapewnia dodatkowo zajęcia lub opiekę dla dzieci. A dla rodziców pakiety SPA. Jeszcze nie testowaliśmy, ale zamierzamy.

Informacje praktyczne

Rezerwacje

Wszystkie trzy niżej wymienione strony są dostępne niestety tylko po niemiecku, ale czego nie robi googlowy tłumacz stron (a potem konwersacji). Spory wybór Ferienbauernhofów znajdziecie na tej stronie – tam też i my szukaliśmy naszych wielkich agroturystycznych wakacji.
Jeżeli ktoś z Was ma ochotę na wypoczynek w Bawarii – typowej urlopowej destynacji Niemców, może poszukać i tutaj. A jeśli macie ochotę na wiejską przygodę, w bardziej stylowym wydaniu to szukajcie na tej stronie. Dostępne są nie tylko niemieckie miejscówki, np. w top 10 znajdziecie całkiem polskie siedlisko Sobibór.

Tak jak wspomniałam, wiele gospodarstw znajduje się (prawie) po środku niczego. Można jednak znaleźć też takie w pobliżu miast. Trzeba jednak się pospieszyć z rezerwacją, bo te znikają najszybciej. Nie będzie to niczym dziwnym jak ogarniecie temat już w środku zimy, zwłaszcza jeśli celujecie w czas niemieckich wakacji szkolnych (mniej więcej od końca czerwca do połowy sierpnia).

Dojazd

Z racji lokalizacji gospodarstw na agroturystyczne wakacje najlepiej wybrać się autem, ale ci bardziej zdeterminowani dostaną się do celu także transportem publicznym. Nawet obok naszego gospodarstwa w Kirchilpe regularnie (co nie znaczy, że często) kursowały lokalne autobusy.

Ceny

Mimo, że Niemcy nie kojarzą się z wybitnie niskim budżetem (jako kraj wakacyjnych destynacji, bo naród jest oszczędny do granic niemożliwości!), uważam że w porównaniu z polskimi wakacyjnymi apartamentami wcale nie jest tak źle. Cena za ogromne mieszkanie z częścią wspólną, kuchnią, dwoma sypialniami (podwójne łózko, łóżeczko dla niemowlaka, a w drugim łóżko piętrowe i jednoosobowe) i łazienką rzecz jasna to 65 Euro w sezonie a 60 Euro trochę bardziej poza (w naszym przypadku był to wrzesień). Do tego 30 Euro za sprzątanie na koniec. Z tego co widzę większe mieszkania to koszt w wysokości 75 Euro za dobę.

Miłego! Tak poza tym niemiecka wieś jest na ogół bardzo zadbana, choć jak to zwykle bywa, nie wszędzie :). I często jest przepięknie! Polecam sprawdzić a póki co jeszcze trochę zdjęć:

Kawałek stajni, kawałek podwórza, sprzęt jeżdżący
Spacerujące krowy gospodarzy
Trochę okolicznego lasu
Prawie całe Kirchlipe na jednym zdjęciu
Selfiak z drogi do obory 😉

3 odpowiedzi »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.