.Family

Rejs statkiem wycieczkowym – jak to ogarnąć i przeżyć?

Od czasu kiedy w Kotorze naoglądaliśmy się mnóstwa statków wycieczkowych, zamarzyliśmy o tym, żeby przetestować taką formę podróżowania. Wyobrażałam sobie jak bladym świtem wychodzę niczym księżniczka prosto z mojej kajuty na ląd zwiedzać opustoszałe jeszcze miasto. I tak codziennie! A wieczorami oczywiście przepyszna kolacja w restauracji z widokiem na morze. Zapomniałam tylko, że razem ze mną podróżować będzie jeszcze kilka tysięcy osób. Z tego powodu rejs bardziej przypominał mi wakacje w Hurgadzie niż romantyczną przygodę, ale podobno tak być nie musi. Bo chyba nie bez powodu wszystkim naszym niemieckim znajomym tak świecą się oczy na hasło Kreuzfahrt (czyli rejs). A o tym jak jeszcze Niemcy spędzają wakacje, przeczytacie tutaj.

Wróciliśmy ze statku bogatsi o wiele doświadczeń, którymi chcemy się z Wami podzielić. Mamy w zestawie jeszcze parę informacji od naszej bardzo rozmownej sąsiadki oraz od cioci, która już co nieco sobie popływała!

Co was czeka poniżej oprócz zdjęć i anegdotek? Oto spis treści!

1.Czym płynęliśmy?
2. Samodzielna rezerwacja czy biuro podróży?
3. Łomatko, jak drogo! Czy zawsze?
4. Jaki statek wybrać?
5. Jaka kajuta?
6. Jaki pakiet wycieczkowy?
7. Posiłki
8. Napoje
9. Wycieczki – czy coś zwiedziliśmy?
10. Atrakcje na statku
11. Klubiki dla dzieci
12. Program, pytania, pomoc
13. Embarkation – czyli jak rozpocząć wyprawę
14. Wysiadamy, czyli disembarkation
15. Płatności i przykładowe ceny

1. Czym płynęliśmy?

Na początku wypada przedstawić główną bohaterkę naszej podróży. Poznajcie Bellissimę należącą do szwajcarskiego MSC o ponoć włoskich korzeniach. Dlaczego wybraliśmy akurat tego armatora (i czemu następnym razem rozważylibyśmy innego) dowiecie się nieco niżej. Wielkość statku i rozrywki tam dostępne związane były raczej z trasą, którą chcieliśmy pokonać niż z konkretnymi preferencjami.

Ogólnie rzecz biorąc Bellissima jest sztandarowym produktem MSC. Może pomieścić ponad 5700 pasażerów, jest właściwie pływającym miastem a od zewnątrz wygląda mniej więcej tak:

Plusem rozmiarów naszego statku było to, że w mniejszych miastach ciężko było się zgubić i nie trafić z powrotem ;). Zdjęcie z Mesyny.

Galerię zdjęć z wnętrza statku znajdziecie np. tutaj.

MSC Bellissima od pupy strony

Ilość ludzi na pokładzie sprawiła, że przez pierwsze trzy dni jęczałam Tatinkowi, że chcę wysiąść i pojechać na jakieś normalne wakacje, bo samo przeciskanie się do wyjścia oraz wszechobecne kolejki nie mieściły się ani trochę w mojej definicji wypoczynku, nawet aktywnego. Potem się przyzwyczaiłam.

2. Samodzielna rezerwacja czy biuro podróży?

My rezerwowaliśmy samodzielnie, bezpośrednio na stronie armatora, którego wcześniej wybraliśmy. Jednak rezerwacja u pośrednika może się również opłacić. Na przykład z powodu zbiorowych transferów do portów, z których odpływają statki.

3. Łomatko, jak drogo! Czy zawsze?

No nie zawsze. Ale ponoć ostatnio promocji jest bardzo mało i coś taniego najłatwiej jest upolować last minute. Do tego promocje naczęściej obejmują kajutę dwuosobową, więc o rodzinny wyjazd w wersji budżetowej może być ciężko.

Plusem wcześniejszego zakupu rzadko jest dużo niższa cena, za to możecie skorzystać na większym wyborze kajut.

Jeśli ktoś chce się pocieszyć: plusem statkowej formy podróżowania jest to, że siłą rzeczy w cenie znajduje się transport między poszczególnymi miastami, hotel, wyżywienie i dużo atrakcji. Dodatkowo dzieci często płyną za darmo lub dużo taniej.

Jeśli decydujecie się na samodzielne poszukiwania, możecie skorzystać wyszukiwarki rejsów. Dla mieszkających w Niemczech przydatny będzie Kreuzfahrtberater. Jedną z polskich wyszukiwarek, którą znalazłam jest Tanie Rejsowanie. Osobiście nie testowałam drugiej opcji, ale przydatną rzeczą, która wpadła mi w oko jest krótki opis poszczególnych armatorów na stronie internetowej.

Dodatkowe opłaty, których nie unikniecie

To co nas najbardziej zaskoczyło to fakt, że po tym jak kupiliśmy wycieczkę, trzeba było za coś jeszcze obowiązkowo zapłacić. Na przykład za napiwki. W MSC była to stała kwota w wysokości 10 Euro od dorosłej osoby i 5 Euro od dziecka powyżej drugiego roku życia, za dzień. Oczywiście rezerwując swój rejs nie mieliśmy o tym bladego pojęcia, ale naturalnie krótko przed jego rozpoczęciem otrzymaliśmy stosowną informację.

Kolejna sprawa to dojazd i powrót z portu (lub portów), rozpoczęcia oraz zakończenia rejsu. Często dodatkowe bilety lotnicze można wykupić razem z całą wycieczką. Weźcie też pod uwagę, że przy mniej korzystnych porach lotu, możecie potrzebować dodatkowego noclegu.

Na co jeszcze wydać pieniądze?

Jeżeli zawczasu wiecie, że chcecie podczas rejsu skorzystać z jakiejś usługi, warto sprawdzić jeszcze przed wyjazdem czy nie można wykupić jej w bardziej korzystnej cenie. Oczywiście większość pakietów (ale nie wszystkie!) da się nabyć również w czasie rejsu. W naszym przypadku strzałem w dziesiątkę było zamówione przed wyjazdem pranie. Podróżując z dwójką maluchów, nawet z dwoma walizami ubrań, mogliśmy być pewni, że większość naszych rzeczy będzie brudna już po kilku dniach. Nasze rzeczy wróciły do kajuty doprane (co w przypadku ubrań dzieci nie jest oczywiste) a do tego wyprasowane i złożone w kosteczkę. Jako rodzice, od czterech lat nie widzieliśmy takiego luksusu! Chyba najbardziej bawił mnie Leon biegający dzień później w idealnie uprasowanych dresach. Ogólnie rzecz biorąc stwierdziliśmy, że następnym razem jedziemy z czterema walizkami brudnych rzeczy i odrazu oddajemy do pralni! 😀

Oczywiście istnieją też pakiety napojów, opłaty za wstęp do odnowy biologicznej, osobistego trenera na siłowni, bilety na spektakle w teatrze itd.

Inna sprawa, że jeśli chcecie pozostać on line to szykujcie przynajmniej 100 Euro od osoby za tydzień! Przynajmniej na MSC. My się nie skusiliśmy i aktualizowaliśmy nasze relacje z podróży w portach.

Inna sprawa, nie związana stricte ze statkowymi opłatami to zasięg telefonu, zwłaszcza jeśli płyniecie gdzieś dalej. Jak możecie przeczytać na Ładnebebe: Nie polecamy korzystania z sieci komórkowej będąc na środku oceanu, gdyż koszt połączenia głosowego, SMS, czy transmisja danych komórkowych, przekracza wielokrotnie standardowy koszt. Najlepiej wyłączyć automatyczne wybieranie sieci i podpinać się tylko do tych z naziemnych nadajników.”

Listę przykładowych cen znajdziecie na końcu wpisu.

4. Jaki statek wybrać?

Tu chodzi głównie o armatora. Niektórzy specjalizują się w nieco bardziej imprezowych rejsach, inni w podróżach dla rodzin, emerytów i rencistów. Słyszałam już nie raz opowieści o znajomych znajomych, którzy wybrali się na wycieczkę żeby się wyszaleć, ale nie było za bardzo jak. Za to rodzinną atmosferę mieli gwarantowaną. My rzecz jasna szukaliśmy na wskroś przyjaznych dzieciom rejsów co ponoć oferują głównie Costa i MSC. Jako że pierwsza firma ciągle kojarzy mi się z tonącym statkiem (tragedia miała miejsca dobrych parę lat temu, ale cóż), wybraliśmy MSC i na rodzinną ofertę ciężko było narzekać. Płynęliśmy jednak po Morzu Śródziemnym, do tego obydwaj przewoźnik był niby szwajcarski, ale ponoć kiedyś włoski. Nie trudno więc zgadnąć jakie języki były w użyciu na statku. Między innymi z tego powodu nasi chłopcy nie chcieli zostać bez nas w dziecięcym klubiku – włoskiego jeszcze nie znają a po angielsku Leon mógłby powiedzieć innym „Let’s go!” albo policzyć do dziesięciu (co niewątpliwie jest przydatną umiejętnością).

Inna sprawa, że na MSC dla mnie było trochę za bardzo na bogato. Mam na myśli to, że wszystko się błyszczy a na kolacji o 17:30 siedzą bardzo elegancko ubrani ludzie (o tym potem). Jeśli przytrafi nam się kolejny rejs to rozważymy trasę zahaczającą o Niemcy albo wybierzemy np. germańską Aidę, bo ponoć też fajna dla rodzin. Tak poza tym emerytowana pani sąsiadka, która przed chwilą do nas zapukała twierdzi, że u wspomnianego niemieckiego przewoźnika jest bardziej na luzie.

A jak chcecie pustki i średnią wieku koło 90 lat to zainteresujcie się Queen Marry ;).

W większości ofert oprócz opisu oraz zdjęć statku, można zobaczyć jego plan – to dobre źródło informacji na temat tego co znajduje się na pokładzie.

Jedno z moich ulubionych miejsc na pokładzie, czyli leżaczki na rufie. Nawet dzieciom zdarzyło się przykucnąć na parę minut!
Specjalnie dla Was Leon i Naczelny (imię misia) wspięli się po kryształowych schodkach.

5. Jaka kajuta?

Kajuta bez okna wydawała mi się czymś strasznie klaustrofobicznym, więc od początku polowaliśmy na taką z widokiem na świat. Cóż, rezerwacja na trzy miesiące przed rejsem nie pozwoliła nam na takie szaleństwa – wszystkie były zajęte. Większość ludzi bardziej doświadczonych w rejsowaniu mówi, że to na dłuższą metę bez znaczenia. Co lepsze, podobno zdarzają się okna, za którymi wiszą szalupy ratunkowe, więc z widoku i tak nici. Jak przyjrzałam się konstrukcji naszego statku, doszłam do wniosku, że w tym przypadku nie byłoby to możliwe, ale widać się zdarza.

Z drugiej strony mając dziecko-domatora, które podczas wyjazdu lubi w zaciszu swojej bazy wypadowej pobawić się resorakami, traciłam od czasu do czasu potencjalnie fajne widoki. Nie jest to jakiś dramat, bo przecież każdy z nas musi mieć coś od życia (na przykład auta!). Ale skoro da się mieć wszystko na raz to czemu nie?

Inna sprawa, że jeśli będziecie korzystać bardziej ze statkowego i pozastatkowego życia, być może kajuta będzie Wam potrzebna tylko do spania a na braku widoku na świat zawsze można coś zaoszczędzić.

Zwróćcie też uwagę na położenie kajuty. Z jednych będzie bliżej do restauracji, z innych do SPA a z jeszcze kolejnych do klubiku malucha.

Z naszej kajuty mamy tylko film, wybaczcie to elokwentne szafiane zakończenie :D.

6. Jaki pakiet wycieczkowy?

Kupując swój rejs, staniecie też przed wyborem pakietu wycieczkowego. Oprócz tego, że ten najdroższy gwarantuje dostęp do miejsc, gdzie nie ma tłumów to z pewnością musielibyśmy sprzedać ćwierć naszego dobytku żeby mieć na niego fundusze. A jednak lubimy nasze rzeczy.

Nasz pakiet, oprócz możliwości wyboru kajuty z oknem i pory kolacji serwowanej w restauracji dawał możliwość zamówienia śniadania do pokoju. Patrząc z perspektywy czasu, dochodzimy do wniosku, że mogliśmy go sobie odpuścić i wziąć ten podstawowy. Jak wspomniałam, w czasie naszej rezerwacji dostępne były już tylko bezokienne pokoje. Kolację, ze względu na dzieci, musieliśmy wybrać i tak o mniej atrakcyjnej, najwcześniejszej porze – zapewne i tak zostałaby nam ona przydzielona automatycznie. Inna sprawa, że poszliśmy na nią tylko raz i wyszliśmy z restauracji zanim zajęliśmy miejsca, ale o tym później. Najfajniejsze w tym wszystkim było śniadanie zamawiane do kajuty, bo oszczędzało rano dużo czasu i bardzo ułatwiało nam ogarnianie dzieci. Więcej o śniadaniach piętro niżej.

7. Posiłki

Na naszym statku trudno było umrzeć z głodu, chociaż nie ukrywam, że już pod koniec rejsu ciężko nam już było patrzeć na niektóre potrawy. Przy większej elastyczności próbowalibyśmy częściej z potraw w różnych działach bistro, ale kiedy nasi dzielni podróżnicy mieli gorsze popołudnie, trzeba było po prostu złapać na szybko cheeseburgera.

Śniadanie

Na naszym statku śniadanie można było zjeść we wcześniej przydzielonej restauracji, w samoobsługowym bistro oraz we własnej kajucie.

O pierwszej opcji dowiedzieliśmy się ostatniego dnia, więc chyba nie będę miała na ten temat do powiedzenia więcej niż to, że się da.

Tak jak wspomniałam, jedzenie w kajucie oszczędzało nam czas i ułatwiało pilnowanie młodych. Minusy? Wybór ograniczony do klasycznych kontynentalnych produktów (czyli wszystko na słodko), na które siłą rzeczy trzeba zdecydować się dzień wcześniej. Do tego przy naszych ciasnych warunkach lokalowych często kończyliśmy jedząc na podłodze.

W związku z tym wszystkim parę razy przeszliśmy się żeby skorzystać ze śniadaniowego bufetu w bistro. Oprócz ogromnego wyboru różnego typu posiłków, zdarzają się ponoć atrakcje w stylu rzeźb z owoców, jeśli ktoś lubi.

Lunch

Wczesnym popołudniem najwygodniej było posilić się we wspomnianym wcześniej bistro, o ile w ogóle było się na statku! My z ogromną chęcią próbujemy tego co lokalne, z dala od bazy noclegowej. Oczywiście zdarzają się dni kiedy trzeba zjeść na miejscu, chociażby te spędzone na morzu.

W godzinach lunchu zaczynają też działać tematyczne restauracje. Nie testowaliśmy zbyt wielu dodatkowych opcji, ale odnoszę wrażenie, że o ile oferta bistro jest smakowo bardzo przyzwoita, o tyle rzeczy podawane za dodatkową opłatą (we wspomnianych restauracjach) były o niebo smaczniejsze. Nie ma w tym chyba nic zaskakującego, ale dalej uważam, że najlepsze co można zrobić to zjeść coś na lądzie (bo lokalnie, bo ciekawiej).

Jedzenie w bistro z mojego ulubionego działu „Etnic”. Z widokiem.

Kolacja

Na wielu statkach kolację można skonsumować o dowolnej porze, na naszym naturalnie w bistro (czynne 20 godzin na dobę).

Gdybyśmy mieli ochotę na kuchnię japońską albo na hiszpańskie tapas oraz nadwyżki na koncie, zawsze moglibyśmy odwiedzić wyżej wspomniane restauracje tematyczne.

Trzecią opcją jest elegancka kolacja o wcześniej ustalonej porze i przydzielonej restauracji. Wiedząc, że wydarzenie takie trwa około godziny, na naszą wybraliśmy się tylko raz. Nie oczekując od dwu- oraz trzylatka, że przesiedzą spokojnie tyle czasu, postanowiliśmy puścić im po cichu Psi Patrol a jak by było bardzo źle to wyjść. Nie sądziliśmy jednak, że nasz odwrót nastąpi tak szybko. Wybierając się na kolację o 17:30 postawiliśmy bardziej na klimaty smart casual niż wypolerowane lakierki (bo przecież każdy szanujący się rodzic małych dzieci wozi ze sobą wyjściowe buty na wakacje!). Poczuliśmy się więc jak ubodzy krewni kiedy już na wejściu przywitał nas szpaler elegancko ubranych kelnerów. W naszym niedopasowaniu do klimatu utwierdziła nas czwórka chłopców siedzących prosto przy wielkim okrągłym stole. W takich malutkich smokingach. Ostatnim gwoździem do trumny naszego eleganckiego posiłku był stolik, przy którym mieliśmy rozkoszować się smakiem kolacji. Zastaliśmy przy nim dwa miejsca co utwierdziło nas w przypuszczeniach, że nikt nie zakładał naszej wizyty w towarzystwie malizny. I to jeszcze w sweterkach zamiast marynarek! Z wielkimi uśmiechami pt. to my chyba podziękujemy odwróciliśmy się o 180 stopni i poszliśmy na gorącą czekoladę. Może kiedyś. Chociaż chyba nie, bo pani sąsiadka mówi, że „na Aidzie to jest bardziej na luzie” :D.

8. Napoje

Z pewnością z podstawowym pakietem wycieczkowym nikt z pragnienia nie umrze, no chyba, że nie pija wody, nawet z cytrynką. Dla większości pasażerów dostępna była właśnie woda, kawa i herbata oraz średnio smaczne napoje w czasie śniadania.

Dystrybutory były dostępne w bistro, na jednym z ostatnich pięter statku, dlatego wiele osób napełniało na wynos swoje pojemniki albo zabierało więcej kubków z wodą do kajuty. Drugą opcją zaspokojenia pragnienia bez przemierzania statku jest minibar, ale oprócz cen zawsze bolał mnie fakt, że to kolejna plastikowa butelka do wyrzucenia.

Pozycje spoza ogólnodostępnej oferty można było zamówić także za pośrednictwem kelnerów albo bezpośrednio w barze.

Jeśli planujecie spędzić dużo czasu na statku pijąc przy tym ogromne ilości drinków, możecie pomyśleć o pakietach napojów, czyli takim barowym all (albo semi, w zależności od ceny) inclusive. Ceny możecie porównać na końcu wpisu.

9. Wycieczki – czy coś zwiedziliśmy?

Jakby na to nie patrzeć, popłynęliśmy w rejs z ciekawości nie tylko do statku, ale także do portowych miast, które mieliśmy odwiedzić. Czy udało nam się dużo zwiedzić? Raczej nie. Oprócz całej logistyki związanej z posiadaniem małych dzieci, sporo czasu zajmowało nam wyjście ze statku, a czasem i powrót. Chodzi o to, że wysiadając należy najpierw dojechać na odpowiednie piętro, znaleźć wyjście, często poczekać w kolejce, zweryfikować swoją tożsamość i jeszcze przespacerować się przez portowy terminal. Wracając, podobnie jak w przypadku zaokrętowania (embakation), trzeba poddać się kontroli bezpieczeństwa, znów przejść przez budynek, znaleźć wejście do statku i się wylegitymować. Wiadomo, że w zależności od wielkości portu traci się na to różną ilość czasu.

Oprócz tego port nie zawsze jest w centrum miasta, więc wypada doliczyć czas potrzebny na transfer oraz całe zamieszanie z tym związane. Z tego powodu podróżując z maluchami, na ogół wychodziliśmy ze statku tylko raz, na parę godzin, ale ciężko było bez odpoczynku zwiedzać miasto przez cały dzień.

Z drugiej strony jestem sobie stanie wyobrazić, że przy nieco starszych dzieciach moglibyśmy przez pół dnia zwiedzać rodzinnie, a popołudniu skorzystać ze statkowej opieki dla dzieci (o której też zaraz) i wypić wino we dwoje, w porcie, w ciszy ;).

Rejs wydaje mi się strasznie fajnym pomysłem jeśli codziennie chce się zjeść obiad w innym mieście a nawet i kraju, każdego dnia poczuć nieco inną atmosferę, a tak poza tym można zawsze rozszerzyć listę miejsc, które chciałoby się odwiedzić na dłużej. W ten sposób na mojej pojawiła się Malta. Ucieszyłabym się też jeszcze z paru dni we włoskiej Genui!

Widoki w Genui
Lody w Marsylii

10. Atrakcje na statku

Oczywiście jedzenie z pewnością jest już ogromną atrakcją, ale przecież człowiek znudzony zwiedzaniem musi się jeszcze rozerwać. Poniżej lista opcji przeróżnych i z pewnością nie wszystkich.

Zorganizowane wycieczki

Na początek, jeśli człowiek chce się zmęczyć zwiedzaniem w wersji zorganizowanej to oczywiście jest to możliwe. W tym przypadku, po zakupie wycieczki, pasażer spotyka się z resztą grupy w wyznaczonym na statku miejscu, po czym jest dowożony i oprowadzany przez przewodnika. Można też wykupić same transfery do miejsc wszelakich, ale w porównaniu z innymi możliwościami, wychodzą one mało budżetowo.

Baseny

Wewnątrz statku CMS Bellisssima znajdował się jeden nieduży basen oraz jacuzzi. Oczywiście z barem obok. Na zewnątrz opcji moczenia się, było znacznie więcej, łącznie z widokowym basenem na rufie i aqua parkiem prawie na samej górze statku. Nie było przesadnie ciepło, ale znalazło się kilku twardych zawodników rządnych pływania i opalania. Moim niespełnionym marzeniem jest zaś wymoczenie się w osłoniętym szybą jacuzzi na samej górze pokładu, z widokiem na morze.

Odnowa biologiczna and Co.

Jeśli ktoś potrzebuje, może wykupić wstęp do sauny albo pojedynczy masaż. Jest też możliwość wyboru całego pakietu wycieczkowego z nielimitowanymi usługami w tym temacie na samym początku, podczas rezerwacji rejsu.

Sport to zdrowie!

Jeśli chcecie poruszać się na statku to znajdziecie z pewnością kilka opcji. Oprócz bieżni na pokładzie, znajdziecie też siłownię i przeróżne zorganizowane zajęcia, takie jak lekcje tańca, zajęcia fitness czy jogę. Za dodatkową opłatą można skorzystać z pomocy osobistego trenera.

Opcje imprezowe

Oprócz parkietu z animatorami, którzy dbali o to żeby nie brakło tańczących, na statku znajdowało się mnóstwo miejsc, w których można było wypić piwo, drinka czy herbatę. Tatinek śmiał się przez łzy, ponieważ upodobałam sobie te najbardziej ekskluzywne. Czemu? Odpowiedź jest oczywista – było tam cicho i można było w spokoju czytać książkę!

Raz z powodu asortymentu jednego z barów przeżyłam coś co mieści się w kategorii piekła dla introwertyków. Zamówiłam drinka z działu „kuchnia molekularna”. Otóż nieodłączną częścią tego zamówienia jest barman przygotowujący napój przy kliencie, o czym naturalnie wcześniej nie wiedziałam. Wózek pełen sprzętów podjechał centralnie do mojego stolika a wszyscy inni goście odwrócili się z telefonami w moją stronę i zaczęli kręcić filmy. Tym razem jakoś tak wyszło, że książki nie poczytałam.

Co bardzo mi się podobało to muzyka na żywo – przy parkiecie a także w innej części statku, raczej spokojnie i fortepianowo. W spokojniejszej opcji całkowicie urzekł mnie widok mnóstwa starszych ludzi w strojach wieczorowych słuchających muzyki z lampką wina w dłoni! Albo imbryczkiem herbaty na stole.

Fotografia

Wieczorami na statku zdjęcia robione są wszędzie i z pewnością mają specyficzną estetykę. Fotografie możecie kupić w wersji wywołanej lub elektronicznej. Jeśli nie zdecydujecie się na żadną, nie musicie płacić. Mnie trochę irytowało to, że prawie wszystkie portrety były automatycznie wywoływane. W sumie fajnie tak przyjść i impulsywnie nabyć gotowe zdjęcie. Odniosłam jednak wrażenie, że ludzie nie kupują odbitek hurtowo, co oznacza, że musi się tam marnować jakaś absurdalna ilość papieru.

Podziwiamy współpasażerów.

Teatr

Wieczorami w teatrze można było obejrzeć różnego rodzaju spektakle, udział w których był objęty wcześniejszą rezerwacją. Z oczywistych względów pokazy opierały się bardziej na doznaniach muzycznych i szeroko pojętym show niż na słowie mówionym ;). Główną atrakcją były te w wykonaniu Cirque du Soleil.

11. Klubiki dla dzieci

Wiem, że wszyscy rodzice bardzo kochają swoje dzieci, ale animacje dla niepełnoletnich (bez udziału rodziców) wliczone w cenę rejsu z pewnością ucieszą wielu zmęczonych wakacjami dorosłych.

Godziny otwarcia

Dla dzieci poniżej trzeciego roku życia opieka była dostępna przez dwie godziny, trzy razy dziennie, czyli w sumie przez sześć godzin. Natomiast dla starszych dzieci klubik był otwarty w godzinach 9:00 – 23:00. Wyjątki w działaniu klubu to dni świąteczne albo te spędzone na morzu. Wtedy godziny otwarcia były nieco krótsze.

Grupy wiekowe

Dzieci podzielone były na stosunkowo wąskie grupy wiekowe, co ogólnie dobrze rokuje jeśli chodzi o dobór rozrywek do upodobań uczestników. W naszym wykonaniu nie wyszło to jednak najlepiej, ponieważ chłopcy znaleźli się w dwóch różnych salach i nie mogli bawić się razem. Skutek był taki, że nie chcieli w klubiku zostawać.

Języki

Drugim problemem, jak już wcześniej wspomniałam, były języki używane na statku. Prawie wszyscy mówili po włosku i angielsku, natomiast na niemiecki mogliśmy liczyć tylko od czasu do czasu, często po 21:00, kiedy nasze dzieci już śpią. Co poradzić, na MSC panują włoskie klimaty. Jeśli dla Waszych dzieci komunikacja z animatorami ma znaczenie, wybierajcie rozważniej armatora.

Sale zabaw

Każde miejsce przeznaczone do zabawy miało jakiś motyw przewodni, czy raczej sponsora. U najmłodszych królowały zabawki Chicco – auta, jeździki, układanki. Przerażenie wzbudził zaś we mnie ciągle włączony telewizor. Odtwarzane były na nim raczej proste animacje i domyślam się, że podobnie jest u wielu ludzi w domu. Dla mnie jednak, jako dzikusa bez telewizora na codzień, było to jednak strasznie męczące.

U starszych dzieci królowało szeroko pojęte Lego – u tych w wieku 3-6 lat znajdowały się klocki Duplo, u starszych natomiast te klasyczne. W przestrzeni dla nastolatków widziałam głównie konsole.

Rozrywki dla dzieci

Oprócz zabawek dostępnych w salach organizowane są naturalnie inne zajęcia. Było trochę sportowych, statkowa edycja MasterChef Junior, kolacja w przebraniach, wypad na parkiet podczas wieczornych imprez.

Nastoletnie grupy dostawały czasem część baru dla siebie, tak poza tym widziałam, że uczyły się też np. miksować muzykę.

Bardziej rodzinnie

Jeśli nie chcecie zostawiać dzieci samych, albo to one nie chcą Was zostawić, zawsze możecie razem skorzystać z sal w klubiku podczas rodzinnych godzin.

Oprócz tego w godzinach otwarcia, na korytarzu przy recepcji, mieliśmy do dyspozycji ścianę, na której tworzyliśmy mozaiki z Lego.

Z entuzjazmem korzystamy z rodzinnej sali w klubiku. Tatinek załapał się nawet na odpowiedni strój ze statkowej edycji MasterChef Junior.

12. Program, pytania, pomoc

Każda kajuta ma przydzielonego asystenta, który oprócz tego, że dba o czystość pokoju, udziela również wszelakich informacji. Nasz Daniel codziennie wieczorem dostarczał program na kolejny dzień i kiedy mieliśmy jakieś wątpliwości, mogliśmy je zawsze przy tej okazji rozwiać. Wszelakie pytania można było też zadawać przez stacjonarny telefon.

W centralnej części pokładu znajdowała się również recepcja/informacja, która była otwarta nawet w późnych wieczornych porach.

Wiele informacji można było uzyskać z aplikacji MSC, która działała w połączeniu ze statkowym WIFI, również bez wykupionego pakietu internetowego.

13. Embarkation – czyli jak rozpocząć wyprawę

Zakwaterowanie na wycieczkowcu, zaokrętowanie czy po angielsku embarkation, przypomina mi połączenie formalności potrzebnych przy check in w hotelu oraz wszystkich lotniskowych rytuałów. Sami zaraz zobaczycie!

Podaj dane

Jeszcze przy zakupie wycieczki należy podać wszystkie swoje podstawowe dane. Potrzebny jest też kontaktowy numer telefonu do osoby, którą należy powiadomić w razie wypadku. Jest też opcja dodania swoich zdjęć, które będą potrzebne przy późniejszej identyfikacji na pokładzie. Chcąc oszczędzić trochę czasu przy wsiadaniu, próbowaliśmy załączyć nasze podobizny, ale coś nie wyszło. Zupełnie nie szkodzi, bo późniejsze uzupełnienie fotograficznych braków to raptem kilka sekund (o tym później).

Odprawa

Jeszce przed wyjazdem na wycieczkę należy się odprawić. Dopiero po tej czynności otrzymaliśmy cenne informacje odnośnie tego o której godzinie możemy w ogóle pojawić się w portowym terminalu. W naszym przypadku był to przedział 14:00 – 16:30.

W załączniku były też bilety w formie plików PDF do druku oraz paski, które należało wyciąć i posklejać w celu oznaczenia walizek.

Terminal

Niezależnie od tego czy właśnie dotarliście na początek rejsu czy raczej wróciliście z krótkiej wycieczki, Wasze drogi skrzyżują się w tym samym miejscu, w portowym terminalu.

O ile Bellissimę widzieliśmy z odległości kilku kilometrów, o tyle właściwe wejście do naszego terminalu niekoniecznie. W ogóle moim ogromnym zaskoczeniem było to, że wszystkie początkowe formalności mają miejsce nie na statku a osobnym budynku.

Odnalezienie właściwego wejścia decydowanie ułatwia podjechanie shuttle busem, ale jak widać i bez tego daliśmy radę. Jak już pisałam w innym wpisie, piesza wycieczka nie była jednak najlepszym pomysłem, bo droga pod górkę, z dwoma walizkami, dwojgiem dzieci, wózkiem i plecakami w pełnym słońcu dała nam do myślenia odnośnie tego czy naprawdę chcieliśmy oszczędzić to 3 Euro od dorosłej osoby.

Tu profesjonalny reportaż ze szczytu mostu, na który wleźliśmy zamiast podjeżdżać:

Początek drogi z walizkami (fotograf ma ze sobą plecak, drugie dziecko i wózek)

Pod samym wejściem nasze oznaczone wcześniej walizki zostały szybko przejęte (znaleźliśmy je parę godzin później pod kajutą) a my z pozostałą częścią dobytku zostaliśmy skierowani do terminala na kontrolę bezpieczeństwa.

Dalsza część przebiegała w zasadzie jak na lotniku – czyli prześwietlanie bagażu i ewentualna dodatkowa kontrola przechodzących przez bramkę. Teoretycznie oprócz potencjalnie niebezpiecznych przedmiotów, istnieje zakaz wnoszenia produktów spożywczych oraz napojów. W praktyce zawsze byliśmy tak zmachani, że chcąc nie chcąc wnosiliśmy butlę wody i jakieś chrupki, ale być może z powodu małych dzieci w zestawie zostaliśmy ulgowo potraktowani.

Kolejnym punktem jest kontuar z pracownikami armatora, którzy sprawdzili naszą tożsamość. To też miejsce na uzupełnienie brakujących danych. Po wszystkich formalnościach otrzymaliśmy nasze karty pasażerów, które powinniśmy nosić ze sobą. Służyły jako środek indentyfikacji, także podczas płacenia (czy raczej aktualizowania rachunku).

Po tym wszystkim, na odwodnionych czekały napoje a na spragnionych przygody, możliwość wykonania pamiątkowego zdjęcia…

…na przykład takiego.

Wejście na statek

Potrzebowaliśmy jeszcze kilku chwil żeby przejść resztę terminalu: sklep bezcłowy, winda, parę korytarzy i schody albo podjazd dla wózków, gdzie płynnie skierowano nas do głównej przestrzeni na pokładzie. Zanim się tam jednak dostaliśmy, po raz pierwszy okazaliśmy nasze pasażerskie karty. Urządzenia służące do identyfikacji miały również możliwość szybkiego wykonania zdjęcia, które do samego końca wycieczki oglądaliśmy wychodząc ze statku i wracając z wycieczki. Także nie ma, że zmęczeni, spoceni – uśmiechajcie się szeroko.

Po tej części nastąpiła ta najtrudniejsza dla mnie, czyli napad! Napadli nas kolejni pracownicy statku chcąc nam wcisnąć… tzn. sprzedać przeróżne oferty, np. pakiety napojów. Opanowując mówienie „no, thank you” do perfekcji, skierowaliśmy się w stronę kolejnego, ważnego dla wszystkich rodziców punktu…

Rejestracja dzieci

Ze wszystkich stoisk przy wejściu najchętniej odwiedziłabym to z ofertą SPA, ale musieliśmy zacząć od innych kwestii. Nasze pierwsze kroki skierowaliśmy do miejsca dedykowanego dzieciom. Tam nasi chłopcy otrzymali specjalne opaski na nadgarstki (można było też na nogę). Dzieci musiały je nosić przez cały czas pobytu na statku. Nadrukowane na nich kody kreskowe były całkiem praktyczne przy zostawianiu latorośli w klubiku – pyk czytnikiem jak w supermarkecie i już jasne kto przyszedł!

Oczywiście wspomniane opaski jednemu i drugiemu szybko pospadały, więc na wzór innych rejsujących dzieci, chłopcy nosili je na butach, zamocowane na rzepy.

Przy okazji znakowania młodych, można je odrazu zarejestrować w klubiku. Dostaje się do wypełnienia formularz ze standardowymi danymi rodziców i dziecka oraz z przydatnymi animatorom informacjami, np. o alergiach czy noszonych pieluchach. Jeśli jednak jesteście zmęczeni, możecie zostawić sprawę na później, czyli na czas pierwszej wizyty w klubie. Inną możliwością jest wypełnienie formularza jeszcze w domu, za pośrednictwem strony internetowej armatora i przyniesienie gotowych druków.

Jeszcze zmachani wjeżdżamy błyszczącą windą szukać kajuty.

Szkolenie z ewakuacji

Pierwszego dnia rejsu należy się stawić w wyznaczonym miejscu na stosunkowo krótkie szkolenie z ewakuacji. Oczywiście nie ogarnęliśmy i wieczorem dostaliśmy list „od kapitana” przypominający jakie to ważne. Totalnie się z tym zgadzam, chociaż muszę przyznać, że mieliśmy pecha do terminów. Naturalnie drugą szansę na odbycie szkolenia mieliśmy następnego dnia. Obecności są z oczywistych względów sprawdzane, więc poczułam się trochę jak na studiach.

Z samego szkolenia nie pamiętam zbyt wiele, bo Felek bardzo nie chciał tam być skutecznie zagłuszając docierające do mnie informacje. Otrzymaliśmy głównie informacje o miejscach zbiórki i instrukcje zakładania kamizelek ratunkowych.

Jeszcze później, w czasie wycieczki, zdarzył się próbny alarm ewakuacyjny: na odpowiedni sygnał musieliśmy dotrzeć w wyznaczone dla nas miejsce i oczywiście przyłożyć kartę pasażera do czytnika. Wypadało poczekać do całkowitego zakończenia akcji, ale z racji niecierpliwych maluchów zostaliśmy zwolnieni z tej czynności. Dzięki temu mogłam fotografować jak czekają inni:

14. Wysiadamy, czyli disembarkation

Prawie do samego końca rejsu było dla nas wielką tajemnicą to, o której godzinie musimy ostatni raz wysiąść ze statku. Standardowo informację na ten temat otrzymuje się dopiero dzień wcześniej. Tak też było w naszym przypadku. Z listy dowiedzieliśmy się w którym miejscu następuje zbiórka, o której godzinie należy tam przybyć i jaki kolor przypisany jest grupie, z którą wysiadamy.

Dodatkowo otrzymaliśmy paski, którymi trzeba było oznaczyć walizki oraz naklejki na ubranie ze wspomnianym kolorem grupy, które ułatwiają nieco znalezienie siebie nawzajem. Poniżej Leon ze swoją:

Leon, Barcelona, wschód słońca w porcie i czerwona naklejka.

Dzień wcześniej

Wieczór wcześniej należy wystawić oznaczone walizki przed drzwi kajuty. Oznacza to, że na noc zostaje się już tylko z bagażem podręcznym. Nie zapomnijcie więc o najważniejszych rzeczach!

Dzień przed wysiadką to również dobry moment żeby uregulować płatności (o tym na końcu wpisu). Od tej pory rzecz jasna nie można korzystać np. z minibaru, więc jeśli przewidujecie taką potrzebę, należy ją wcześniej zgłosić.

W dniu zejścia z pokładu

Rano, w dniu wysiadki, trzeba opuścić pokój o określonej porze, z reguły sporo wcześniej niż ma miejsce samo zejście z pokładu. W tym czasie ma się do dyspozycji resztę statku – my poszliśmy zjeść śniadanie i przez chwilę pobawić się w dziecięcym klubiku.

Potem udaliśmy się do punktu zbiórki. Szybko znaleźliśmy swoich, czyli ludzi z naklejonymi na ubrania czerwonymi kropkami (ale tylko kilka osób miało na sobie nalepki, zdrajcy!). Usiedliśmy na uboczu czekając na pracownika statku, który wyprowadzi naszą grupę. Tak się złożyło, że jedno z naszych dzieci zaliczało gorszy moment swojego życia. Przemiły pan kelner z pobliskiego baru na poprawę humoru zamiast małego piwa (które w żartach oferował na początku), przyniósł nam czekoladki spod lady. Zajadając ratunkowe słodycze, odkryliśmy, że nasza grupa w tym czasie… wyszła. No cóż, poszliśmy sami, bez problemu. Zostaliśmy tylko przy wyjściu zapytani czy właśnie wysiadamy.

W terminalu musieliśmy jednak nieco uważać i skierować się nie do wyjścia, ale po obiór walizek. Bagaże były pogrupowane według przydzielonych wcześniej kolorów.

15. Płatności i przykładowe ceny

Na pokładzie statku płaci się za wszystko za pomocą karty otrzymanej na początku rejsu. To ta sama, która służy do identyfikacji. Jest to w sumie bardziej forma aktualizacji rachunku, który na koniec rejsu można uregulować na różne sposoby. Najbardziej klasycznym jest wyrównanie należności gotówką (lub kartą) w biurze, dzień przed końcem rejsu (albo w dniu wysiadki). Moim zdaniem znacznie wygodniejszą formą jest jednak powiązanie swojej karty kredytowej ze statkową kartą pasażera. Można to zrobić w biurze, specjalnym automacie dostępnym na pokładzie, albo jeszcze w domu, przed wyjazdem, za pośrednictwem strony internetowej armatora.

Przykładowe ceny

Z MSC Bellissima, marzec/kwiecień 2019:

  • woda gazowana z minibaru, 0,7 l – 3,34 €,
  • piwo w bistro, z kija, 0,5 l – ok. 4 €,
  • mojito przy barze – ok. 7 €
  • Trochę bardziej szalony drink, za to w spokojnym miejscu, z obsługą – ok. 12 – 14 €
  • lody typu soft ice i kawa espresso w barze przy basenie – ok. 3,70 €
  • małe Fish and Chips i Guiness w brytyjskim pubie – 12,65 €
  • superdobre lody – ok. 3 € za pierwszą kulkę (kolejne były tańsze)
  • standardowy pakiet napojów (bezalkoholowe, piwo, wino i podstawowe drinki) oferowany tuż po wejściu na pokład – 29 € / 1 dzień
  • pranie chemiczne jednej pary spodni – 6,90 €,
  • klasyczne pranie i prasowanie jednej pary spodni – 5,90 €,
  • pranie i prasowanie 10 dowolnych ubrań dorosłej osoby lub 20 ubranek dziecięcych, wykupione przed rozpoczęciem podróży – 15 €,
  • wykonanie fotografii + odbitka w formacie trochę mniejszym od A4 😉 – ok. 15 €, zdjęcie w wersji cyfrowej – 12 €,
  • transfer ze statku w okolice starego portu w Marsylii (i z powrotem) – osoba dorosła – 15 €, dziecko powyżej drugiego roku życia – 10 €, poniżej drugiego roku życia za darmo,
  • dostęp do statkowego internetu przez tydzień – ok. 100 € (była jeszcze jakaś szybsza wersja w wyższej cenie),
  • tygodniowy wstęp do odnowy biologicznej dla jednej dorosłej osoby (jacuzzi, sauna itd.) w przedsprzedaży – ok. 120 €

To strasznie miłe jeśli wytrzymaliście do końca! 😀 Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, chętnie odpowiem. Zajrzyjcie też na Facebooka, albo Instagram – będzie fajnie!

Bob

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.