.World

Neapol – co robić, jak żyć?

W Neapolu zostawiliśmy nasze serca – ja, a tym bardziej Tatinek (zwany niżej Konradem). Czasem po nie wracamy, ale jakby na to nie patrzeć miasto to było epicentrum naszego życia dobrych parę lat temu. Nie przeszkadza Wam to jednak średnio raz na dwa tygodnie pytać mnie o to, co mogę w Neapolu polecić ;). Inna sprawa, że będąc tam całkiem niedawno odnieśliśmy wrażenie, że niewiele się zmieniło. Rzuciła nam się tylko w oczy większa liczba turystów i to, że w mieście tym w końcu zaczęto segregować śmieci! To drugie było dla nas szokującym odkryciem, bo to ostatnie czego spodziewaliśmy się po miejscu, gdzie w lokalnym języku istnieje osobne, pieszczotliwe słowo na odpadki walające się po ulicy.

Miasto zachwyciło mnie swoją dzikością, gwarem i aromatami (rano słodkich wypieków a później głównie kawy i pizzy!). O tym ostatnim i szeroko pojętym aspekcie kulinarnym jeszcze będzie, bo oczywistą odpowiedzią na pytania „Co robić, jak żyć?” jest „Jeść, jedząc.”

Póki co prezentuję subiektywne zestawienie neapolitańskich wspaniałości! Pamiętajcie tylko, że to miasto najlepiej chłonąć powoli, bo hałasu i tłoku jest już tam nad to. Wypijcie kawę, usiądźcie na jakiś schodkach, popatrzcie na ludzi. Lista atrakcji do zwiedzania też nie zaszkodzi, ale w Neapolu tak dużo się dzieje, że dobrze poszukać kontrastu w sobie. Najlepiej wziąć przykład z miejscowych – my się do tej pory zastanawiamy kiedy właściwie oni pracują skoro cały czas snują się po ulicach i piją espresso ;).

1. Dzielnica Hiszpańska – Quartieri Spagnoli

Portowa dzielnica, wybudowana w XVI wieku aby pomieścić hiszpańskie garnizony, stąd nazwa. Zdecydowanie biedna i ponoć pod bardzo silnym wpływem mafii. Konrad mieszkając tam przez rok nie usłyszał ani słowa komentarza na temat ewentualnych zagrożeń. Ale jak tylko weszliśmy tam z dziećmi dowiedzieliśmy się, że lepiej wrócić na główną ulicę, bo w Quartieri Spagnoli jest niebezpiecznie.

Mimo to jakoś nigdy nie odczułam nic niepokojącego. Warto pokręcić się w wąskich uliczkach i obejrzeć małe sklepiki oraz parterowe mieszkania z drzwiami otwartymi na ulicę – zawsze bawili mnie ludzie leżący na kanapie, przed telewizorem, nic nie robiący sobie z tego, że wszyscy przechodnie ich widzą. Od czasu do czasu ktoś wciąga przez okno koszyk z zakupami zamocowany na sznurku, coby nie chodzić za dużo po schodach. Sławetne rozwieszone w poprzek ulicy pranie też znajdziecie. A może skusicie się na wizytę u jednego z licznych fryzjerów?

Uważajcie tylko na skutery pędzące małymi uliczkami! Gdyby Konrad nie ostrzegł mnie przed tym pierwszego dnia mojego pobytu, z pewnością bym zginęła.

Tatinek / Konrad przy sztandarowym wejściu do swojej dzielnicy, parę lat później

2. Kapliczki i neony

Obszar ich bytowania znacznie pokrywa się z powierzchnią wyżej opisanej dzielnicy, ale moim zdaniem kapliczki i neony zasługują na osobny akapit! Jak dla mnie tworzą niesamowity klimat, zwłaszcza biedniejszych części miasta. Możecie ich poszukać w bocznych uliczkach – myślę, że nie jedno Was zaskoczy, zwłaszcza kiedy jest już ciemno.

W pobliżu jednej z licznych Matek Boskich, znajduje się również wymowny mural Banksy’ego, jedyny udokumentowany w Neapolu. Za to w zupełnie innym klimacie jest z pewnością kapliczka Diego Maradony, która niezmiennie mnie bawi.

3. Quore Spinato – w poszukiwaniu murali

A propos murali, niekoniecznie autorstwa Banksy’ego. W Dzielnicy Hiszpańskiej i jej okolicach (no jak tam nie zajrzeć?) znajdziecie 223 prace duetu Cyop & Kaf. Murale powstawały najczęściej w opuszczonych, niszczejących albo uważanych za niebezpieczne miejscach, często wskazywanych przez mieszkańców Quartieri Spagnoli. Niektóre prace są symboliczne, inne bardziej surrealistyczne, ale wszystkie dynamiczne i moim zdaniem idealnie wtopione w tkankę dzielnicy. Możecie na nie zapolować, nie będzie trudno.

Więcej przykładów neapolitańskiego street artu tutaj (po angielsku).

4. Szopki Bożonarodzeniowe

Neapol to jedno z miejsc, gdzie Szopki Bożonarodzeniowe można obejrzeć praktycznie przez cały rok. Ich elementy często kupcie w sklepach z pamiątkami, ale jeśli pokręcicie się po mieście i będziecie mieli trochę szczęścia, możecie zobaczyć mieszkańców miasta tworzących kolejne, często wymagające dużej ilości pracy egzemplarze. W tym celu polecam wyprawę do Neapolu na przełomie listopada i grudnia.

Nie wiem czy to był jakiś superbezpieczny pomysł, ale podczas zajęć Konrada sporo kręciłam się sama po zaułkach miasta. Na początku grudnia zapraszano mnie czasem do jakiegoś garażu/parterowego mieszkania/bramy, żeby mi pokazać… właśnie Szopkę Bożonarodzeniową! Po włosku znam może trzy słowa, więc nie martwcie się specjalnie barierą językową. Wiem, ze pics or did’t happened, ale zobaczcie ile dużo bardziej szalonych rzeczy można sfotografować w czyimś domu!

Tak poza tym szopki są dla Neapolitańczyków najważniejszym świątecznym rekwizytem i nie zastąpi ich żadna choinka! Wiele z nich to (nie takie) małe dzieła sztuki. Uwagę przykuwa również obecność nie tylko codziennych przedmiotów, ale też znanych postaci. Czasem aż trudno się nie roześmiać:

Co powiecie na Steve Jobsa, który przyszedł odwiedzić nowonarodzonego Jezusa? Ciekawe czy ten Mac to w prezencie. A może Dracula?

5. Metro

Tak, metro. W Neapolu ktoś naprawdę się postarał żeby się pięknie jeździło. Same stacje stanowią czasem małe galerie sztuki, ale nierzadko warto wyjść na zewnątrz i się rozejrzeć. Najciekawsze są te należące do linii żółtej, np. Materdei czy Salvator Rosa. Stacja Toledo jest przepiękna!
Na dole tej strony znajdziecie zaznaczone stacje, na których zwiedzanie jest wskazane. Niestety nie wszędzie można fotografować, z racji tego, że jak to zwykle bywa, część stacji pełni również strategiczno-bunkrowo-schronowe role.

W ramach ciekawostek muszę napisać, że metro w Neapolu jest w wiecznej rozbudowie. Tzn. chęci i plany są, tylko oprócz tego że wszyscy wiemy jak się buduje w śródziemnomorskim klimacie, to do tego na placu budowy często znajdowane są kolejne ważne wykopaliska – do czasu ich zabezpieczenia należy przerwać prace, więc wszystko się strasznie rozwleka. Taka klęska archeologicznego urodzaju. Oczywiście ważnym elementem budowy są starsi panowie gapiący się na prace popijając espresso.

Proszę Państwa, wsiadamy do metra!

To nie muzeum, to dalej stacje.

Wysiadamy!

Ale na zewnątrz też nie ma nudy:

6. Wybrzeże

Trochę głupio zwiedzać portowe miasto nie zaliczając widoku morza. Niezależnie od konwenansów, chodźcie na wybrzeże!

Możecie zacząć zwiedzanie z okolic Piazza del Plebiscito. Kierując się na południe spotkacie z pewnością Cesarza Augusta, w formie pomnika (Statua di Augusto). Ma facet szczęście, bo stoi w pięknym zielonym otoczeniu, przy okazji z widokiem na port i Wezuwiusza (przy dobrej pogodzie). Możecie razem z nim podziwiać otoczenie.

Cesarz August we własnej osobie. Widoki za plecami fotografa.

Dalej chodnik zakręca na zachód i zmienia się w dość wąski nadmorski deptak. Miał tam miejsce początek kariery biegowej Tatinka kiedy to wyprzedzali go włoscy, dobrze wytrenowani emeryci. Teraz nie mieliby szans! Jeśli lubicie biegać to nie ma w Neapolu lepszego miejsca treningu, którym można się potem pochwalić na Endomondo!

Idąc lub biegnąc dalej natraficie na Castel dell’Ovo, czyli zamek, którego fudnamenty postawiono na jajku, przynajmniej według legend. Polecam przejść się jeszcze dalej, aż do parku z pomnikiem Giambattista Vico (Monumento a Giambattista Vico), gdzie pojawia się trochę więcej zieleni. no chyba że jesteście zimą.

7. Muzeum Archeologiczne

Ciągle nie wierzę, że na mojej liście priorytetów jest jakiekolwiek muzeum archeologiczne! I mam nadzieję, że moi liczni znajomi zaangażowani w ten fach wybaczą mi to, że jakoś nigdy nie wciągnęły mnie szeroko pojęte wykopaliska.

Ale żeby nie było, że coś ściemniam – przyznaję bez bicia, że w polecanym muzeum nigdy nie byłam! I to nie jest tak, że nie chciałam, po prostu jedzenie, zwłaszcza w Neapolu, zawsze wygrywało z jakąkolwiek pozagastronomiczną konkurencją.

To czemu polecam? We wspomnianym muzeum jest takie miejsce jak Gabinetto Segreto, w którym znajdują się przeróżne formy wykopalisk o zabarwieniu mocno erotycznym. I chyba samo się broni, bo wszyscy fajni ludzie piszą o nim po wycieczce do Neapolu. Nie wiem czy moje poczucie humoru wspina się w ten sposób na wyżyny, ale bawi mnie większość zrobionych tam zdjęć. I to, że dawni mieszkańcy Pompejów mogli śmiać się z podobnych rzeczy. Chociaż oni brali to wszystko pewnie bardziej na serio. Więcej, ale po angielsku przeczytacie na blogu Wien Wein Wunderbar, który uwielbiam nie tylko za nazwę.

8. Ogród botaniczny

Ja wiem, że ogrody botaniczne często są udane i warte polecenia. W tym neapolitańskim znalazłam jednak coś wyjątkowego – opisy działów, roślin i ogólnie rzecz biorąc całego miejsca ręcznie namalowane na kafelkach. Do tego przepiękne ilustracje. Ja bym to chciała mieć w domu! Tak poza tym nigdy nie widziałam tak ślicznego cyklu życiowego paproci.

Rano, w środku roboczego tygodnia spotykałam tam tylko wycieczki szkolne. A jeśli skończy się zwiedzanie w okolicach południa, można zjeść dobre pranzo (lunch), bo z tego przybytku kafelków i zieleni wychodzi się prosto do kulinarnego centrum miasta.

Chyba sami Neapolitańczycy docenili w końcu swój ogród botaniczny, bo o ile jeszcze parę lat temu zwiedzanie było darmowe, o tyle teraz koszt wejścia dla dorosłej osoby to prawie 20 Euro.

9. Idźcie na mecz!

Nie żeby trzeba było odrazu kupować bilety na stadion, chociaż to za pewne optymalny scenariusz i moje marzenie zarazem. Neapolitańczycy są bardzo wierni swojej drużynie. Nawet siedząc w domu bez dostępu do jakichkolwiek mediów, można być pewnym tego co się dzieje na boisku – krzyki radości i rozpaczy słychać w całym mieście. Wszędzie widać również ludzi oglądających rozgrywki. Oczywistym jest to, że transmisje można obejrzeć praktycznie w każdej knajpie, a co zabawniejsze, często na około biesiadujących gromadzą się przypadkowi kibice, którzy akurat przechodzili z piwkiem w ręku i przystanęli żeby obejrzeć co się dzieje na boisku. Tak na półtorej godziny. Jeśli chcecie jak inni pokibicować na dostawkę, pokręćcie się na wschód od Placu Dantego (Piazza Dante) podczas meczu SSC Napoli. Po meczu, w zależności od jego przebiegu, macie gwarantowane salwy radości lub widok na kolejki do automatów z papierosami.

Z ważnych informacji – z powodu sympatii do lokalnej drużyny, nikt nie lubi Juventusu. To trochę jak Legia Warszawa i Wisła Kraków, tylko bardziej. Uważajcie co mówicie. A jak zobaczycie jakąś kukłę na szubienicy podpisaną „Juve” to już wiecie o co chodzi ;).

Do kibicowania Błękitnym (Azzurri, jak nazywają ich miejscowi) z pewnością zachęca też polski akcent. To chyba temat na kolejny wpis, ale świat by się skończył gdybym napisała coś więcej o piłce nożnej. W każdym razie kocham nowe włoskie imię Milika, Arkadiuszo, nadane mu przez rozkochanych w nim Neapolitańczyków. Ta miłość nie przeszkadzała jednak innej frakcji mieszkańców w kradzieży zegarka należącego do piłkarza. Ot, cały Neapol.

10. Spójrzcie z góry… na miasto

Mam wrażenie, że miasta portowe są szczególnie fotogeniczne z takiej perspektywy. Jednym z moich ulubionych widoków jest ten z Castel Sant’Elmo. Serio, jest wart miliona dolarów. Oczywiście na samym zamku też się trzeba trochę powspinać. W ramach oszczędzania nóg proponuję podjechać najpierw metrem do stacji Vanvitelli lub wjechać kolejką ze stacji Montesanto do Morghen.

W tamtych okolicach zobaczycie też nieco inny Neapol – z większą ilością przestrzeni, nieco bardziej zielony.

Dla dzieciatych

Jako że zagląda tu sporo rodziców, chciałabym zostawić też parę słów z matczynej perspektywy.

Z racji szeroko pojętego chaosu i tłumów obecnych na ulicach, odniosłam wrażenie, że Neapol, przynajmniej jego centrum, najmilej zwiedza się bezdzietnie. Co nie sprawia, że z potomstwem się nie da, do tego przyjemnie!

Tym, którzy wybierają się z maluchami, które nie czają przyjemności siedzenia przy kawie, polecam chociażby zwiedzanie wybrzeża albo zamku Sant’Elmo. Dużo przestrzeni znajdziecie również w ogrodzie botanicznym. Nie zmienia faktu, że warto zajrzeć razem do centrum. Na każdym kroku znajdziecie jakieś lody, chociażby w Casa Infante.

Fanów szeroko rozumianych pojazdów zapraszam nie tylko do oryginalnego metra, ale też do kolejek pnących się pod górę!

Jeśli szukacie jakiejś przestrzeni przy pizzowym zagłębiu, Via dei Tribunali – przy Monumento a San Gaetano znajdziecie niewielki skwerek, po którym, w przeciwieństwie ulicy, rzadko jeżdżą skutery i samochody. Czasem nawet grają tam w piłkę jakieś dzieci. W pobliżu znajdują się dwie przednie pizzerie: I Decumani i Di Matteo.W porze lunchu (prazno) kupicie tam sporo przekąsek do wzięcia w ręku. Zawsze jest też pizza, również na wynos!

Arancini w różnym stadium pożerania/rozgniatania

Byliście już w Neapolu? Co jeszcze byście dodali? Cieszę się baaardzo z Waszych wszystkich oznak aktywności – tu, na Facebooku, czy Instagramie!

Bob

Kategorie: .World, Europa, Włochy

Tagi: ,

1 odpowiedź »

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.