Tag: przezornik

Rejs statkiem wycieczkowym – jak to ogarnąć i przeżyć?

Od czasu kiedy w Kotorze naoglądaliśmy się mnóstwa statków wycieczkowych, zamarzyliśmy o tym, żeby przetestować taką formę podróżowania. Wyobrażałam sobie jak bladym świtem wychodzę niczym księżniczka prosto z mojej kajuty na ląd zwiedzać opustoszałe jeszcze miasto. I tak codziennie! A wieczorami oczywiście przepyszna kolacja w restauracji z widokiem […]

Perast – jest przepięknie! Krótka historia.

Jak dotrzeć na wyspę? Nic trudnego – łódką, z brzegu Perastu, w kilka minut. A łódka czy raczej jej operator z pewnością Was znajdzie, ba nawet na podróż namówi. Niestety nie pamiętam ile taka przyjemność kosztowała, ale nie były to wygórowane kwoty. Do tego dzieci popłynęły gratis, zwłaszcza że były raczej sceptyczne.

10 patentów na łatwiejszy lot z żywiołowym maluchem

Do tej pory nie zapomnę lotu, podczas którego siedziała przed nami dziewczyna z wysokim, wydatnym kokiem. Nie miała zbytnio ochoty na zabawę z naszym małym wariatem (i miała do tego pełne prawo), za to Leon przez trzy i pół godziny lotu próbował tylko złapać za to ekscytujące upięcie włosów. Dobrze, że miejsce obok nas było wolne i zajęliśmy młodego czołganiem się pod rzędem foteli.

Omlety i priorytety, czyli Mont-Saint-Michel

Myślę, że obsługa już od progu wiedziała jakiego serwisu nam trzeba, dlatego nasze posiłki wylądowały na stole w tempie godnym uznania kierowcy formuły 1. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że omlety mogą w ogóle być takie dobre! Rumiane na zewnątrz i lejące w środku. Były warte każdej minuty w głośnym samochodzie oraz pełnym ludzi autobusie!

Jak nie dojeżdżać z Münster i nie lecieć z Düsseldorfu

Nie rozpisując się na temat całego chaosu, który nam towarzyszył i tego jak bardzo nie doszacowałam czasu potrzebnego na wszystkie detale, wspomnę tylko, że na pociąg odjeżdżający o 16:32 dotarliśmy o 16:32. Chyba nigdy tak szybko nie biegłam z dzieckiem w nosidle.

Uratował nas niemiecki Ordnung, który kolei zdaje się nie dotyczyć – pociąg był jak zwykle opóźniony. Oddając się kontemplacji dworcowych widoków przypomniałam sobie, że mój telefon nadal ładuje się w samochodzie – 100% baterii zawsze w cenie, szkoda tylko, że nie ze mną.