Tag: z dziećmi

Święta (prawie) w środku lasu. Jarmark Bożonarodzeniowy w Velen.

O leśnym jarmarku Bożonarodzeniowym w Velen dowiedziałam się z lokalnego magazynu czekając w kolejce do lekarza. Okoliczności brzmią może niezbyt nastrojowo, ale kolejne informacje coraz bardziej zachęcały do wycieczki. Oprócz tego, że Velener Weinachsmarkt został opisany jako jeden z bardziej malowniczych w regionie, organizatorzy szczycili się milionem (dosłownie milionem) lampek użytych do dekoracji. Mnie w sumie zachęcał już sam fakt, że impreza znajduje się w lesie.

Wspaniałości z Honfleur

Nasza wyprawa do Normandii tak naprawdę rozpoczęła się jeszcze kilka dni przed wyjazdem kiedy to odkryliśmy, że rodzinne auto jest bardziej zepsute niż przypuszczaliśmy. Z powodu tego całego zamieszania wiele faktów o Honfleur poznaliśmy dopiero na miejscu. Dowiedzieliśmy się na przykład, że Normandia należy do raczej deszczowych regionów. […]

Jak i co zjeść w Honfleur? Z dziećmi.

Na tytułowe pytanie powinnam odpowiedzieć, że dobrze. Jednak w naszym ówczesnym składzie nie było to takie proste. Po pierwsze – mieliśmy ze sobą nieprzewidywalnego bobasa i rozbieganego dwulatka, po drugie – Francuzi nie są przesadnie entuzjastyczni jeśli chodzi o dzieci. Oczywiście jest miło i z uśmiechem, ale nie żeby gdziekolwiek były wysokie krzesełka, jakieś kąciki z zabawkami albo żeby ktoś żwawo podbiegał do naszego stolika żeby pozabawiać nasze przesłodkie potomstwo (bez sarkazmu, oni są po maksie słodcy, ale jako matka mogę nie być zbyt obiektywna 😉 ).

Omlety i priorytety, czyli Mont-Saint-Michel

Myślę, że obsługa już od progu wiedziała jakiego serwisu nam trzeba, dlatego nasze posiłki wylądowały na stole w tempie godnym uznania kierowcy formuły 1. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że omlety mogą w ogóle być takie dobre! Rumiane na zewnątrz i lejące w środku. Były warte każdej minuty w głośnym samochodzie oraz pełnym ludzi autobusie!

Jak nie dojeżdżać z Münster i nie lecieć z Düsseldorfu

Nie rozpisując się na temat całego chaosu, który nam towarzyszył i tego jak bardzo nie doszacowałam czasu potrzebnego na wszystkie detale, wspomnę tylko, że na pociąg odjeżdżający o 16:32 dotarliśmy o 16:32. Chyba nigdy tak szybko nie biegłam z dzieckiem w nosidle.

Uratował nas niemiecki Ordnung, który kolei zdaje się nie dotyczyć – pociąg był jak zwykle opóźniony. Oddając się kontemplacji dworcowych widoków przypomniałam sobie, że mój telefon nadal ładuje się w samochodzie – 100% baterii zawsze w cenie, szkoda tylko, że nie ze mną.